Pamięć o nich kultywuje także społeczność wietnamska w Polsce. Wydarzenia z 14 marca 1988 roku wspominano w buddyjskiej pagodzie Thien Phuc w podwarszawskim Raszynie. Organizatorem wydarzenia było Wietnamskie Stowarzyszenie Buddyjskie w Polsce.
28 lat wcześniej na odległych o tysiące kilometrów stąd wyspach doszło do bitwy z udziałem chińskiej oraz wietnamskiej marynarki. Na polecenie Pekinu miało dojść do przejęcia kilku raf położonych w obrębie atolu nazywanego po chińsku Chigua Jiao, po wietnamsku Da Gac Ma oraz noszącego także angielskojezyczną nazwę (niestety bez potencjału rozsądzania terytorialnych sporów) Johnson South Reef. Wraz z pojawieniem się żołnierzy armii ludowo-wyzwoleńczej uzurpującej sobie prawo do wietnamskich terenów rozpoczęła się wymiana ognia. W jej wyniku według jednych źródeł śmierć poniosło 64, według innych 74 Wietnamczyków. Straty strony chińskiej wahają się od jednego rannego do 6 zabitych.
Wietnamscy żołnierze nazywani są wprost męczennikami. Oddali życie za ojczyznę, pomimo ich bohaterskich postawy bój o wyspy został przegrany. Wraz z każdym kolejnym rokiem zaborczość Chin dawała się we znaki już nie tylko samemu Wietnamowi, ale także Filipinom. Manila czeka obecnie na wyrok Stałego Trybunału Arbitrażowego z Hagi, który w maju powinien rozstrzygnąć terytorialny spór z Pekinem. Historia przepychanek o wyspy sięga także dekady poprzedzającej lata 80. ubiegłego wieku, ponieważ w 1974 roku Chińczycy po raz pierwszy dopuścili się okupowania fragmentu wietnamskiej części Wysp Paracelskich, archipelagu sąsiadującego ze wspominanymi Spratly.
Dziś Johnson South Reef to jeden z szeregu terenów, które świat zaczyna coraz częściej kojarzyć jako chińskie sztuczne wyspy. Proces odzyskiwania ładu prowadzony jest na nich w oszałamiającym tempie, które mogłoby budzić podziw dla inżynierskich możliwości Pekinu, gdyby nie fakt, iż pozostaje sprzeczne z międzynarodowym prawem i interesami państw regionu. Na korzyść Chin działają także spory w obrębie grupy ASEAN, która na ostatnim ważnym szczycie przeprowadzonym w listopadzie ubiegłego roku w Malezji nie była w stanie wypracować wspólnego stanowiska odnośnie spornych wysp.
Jak na razie Wietnamowi pozostaje kultywowanie pamięci o bitwach toczonych przed laty i nadzieja na to, że decyzja haskiego trybunału da choć cień szansy na zmianę status quo w regionie. Jednym z pięciorga sędziów w sprawie jest Polak, Stanisław Pawlak. Jeżeli chińskiej strategii wobec wysp Spratly i Paraceli nie wydarzy się nic, Pekin uzna to za pole do dalszej ekspansji. Być może jej finałem stanie się nawet utworzenie strefy bezpieczeństwa lotów (tzw. ADIZ) na większości morza Południowochińskiego. Wówczas jeszcze trudniej będzie wymusić jakiekolwiek ustępstwa na chińskim rządzie.