W rozmowie z polskatimes.pl Senyszyn przeciwstawia się propozycjom Aleksandra Kwaśniewskiego, by połączyć SLD, Ruch Palikota i Ordynacką:
Jestem przeciwko takim fajerwerkom jak jakiś okrągły stół lewicy. Popieram natomiast pracę organiczną i uważam, że skoro Polacy chcieli w parlamencie dwóch lewicowych partii, powinny one współpracować. Wiemy, że tego typu odgórnie sterowane przedsięwzięcia się nie sprawdzały, przykładem może być LiD czy Konwent Świętej Katarzyny. Ja współpracuję ze wszystkimi, jestem w bardzo dobrych stosunkach z wieloma członkami Ruchu Palikota. Współpraca jest konieczna.
I diagnozuje:
Sojusz potrzebuje zmiany, przede wszystkim wizerunkowej. Miller to żadna zmiana, a kierunek umiarkowany nie ma szans. Moja kandydatura oznacza nowe oblicze lewicy - zdecydowanej, odważnej, wyrazistej i nieaparatczykowskiej, która się biskupom nie kłania. SLD ma dobry program, ale musi wyraźniej artykułować żądania w imieniu społeczeństwa. Nasze hasła programowe są niepotrzebnie wygładzone.
Europosłanka, która zapowiedziała, że będzie kandydować na szefa Sojuszu, swego rywala upatruje nie w Grzegorzu Napieralskim, ale właśnie w byłym premierze:
Niewykluczone, że sytuacja będzie podobna jak w przypadku kandydowania na szefa klubu. Leszek Miller najwyraźniej czeka na zwiastowanie. Mówiłam o tym na radzie wojewódzkiej Sojuszu w Małopolsce. Podczas wyborów szefa klubu objawił mu się anioł, myślę, że teraz jest już szczebel wyżej i czeka na zwiastowanie Matki Boskiej. Jako ateistka nie mam jednak kontaktu ze Świętą Rodziną, więc nie wiem, co się zdarzy.
Pytana o sugestie Janusza Palikota, że zostanie wiceprzewodniczącą SLD, by nie odeszła do Ruchu Palikota, odpowiada:
Jeżeli nie zostanę przewodniczącą, na pewno nie obrażę się na Sojusz, lecz dalej będę pracować na rzecz partii. Obrażanie się nie leży w mojej naturze.
Być może obrażanie się nie leży w naturze posłanki Senyszyn, ale obrażanie innych - jak najbardziej, nieprawdaż?