Jan Pospieszalski pisze:

W niedzielę od rana telewizyjne reporterki z wypiekami na twarzy podawały relacje z manify feministek. Na czerwonym pasku hasła i postulaty, ale też trasa przemarszu, która wyglądała jak wezwanie do udziału. Przełączyłem kanał, a tu znów manifa i posłanka Senyszyn. Nachalnie nakręcana impreza mimo wsparcia mediów zdołała zgromadzić zaledwie półtora tysiąca uczestniczek.

A co na to media?

Od kilku tygodni przez Polskę przechodzi fala demonstracji w obronie wolności słowa i telewizji Trwam. Tydzień temu w Krakowie 10 tys., wczoraj w Łodzi 3 tys. ludzi, ale o tym w serwisach telewizji tzw. głównego nurtu nie ma nic. Trudno o lepszy przykład stronniczości.

Zdaniem Pospieszalskiego, wniosek nasuwa się sam:

Z jednej strony wyolbrzymiana akcja antyklerykałów i feministek, z drugiej przemilczane postulaty walczących o wolne media. To dowód, jak bardzo zasadna jest walka o wolność słowa w Polsce.