Długo po tym, jak przestał zasiadać w ławach sejmowych w biało-czerwonym krawacie, Mateusz Piskorski ma dziś znowu swoje pięć minut w błysku fleszy. Niezależny polski ekspert rosyjskich telewizji, oficjalny - i neutralny - obserwator krymskiego referendum, występujący jako przedstawiciel "Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych" - ale tak właściwie to całej UE. Ostatni taki moment był wyjątkowo dumny - w świetle kamer dr Piskorski z uśmiechem na twarzy obwieszczał sukces demokratycznego referendum na okupowanym przez żołnierzy półwyspie. Wróć! Żołnierzy tam nie było - a przynajmniej nie było ich tam widać, jak twierdzi Piskorski, co widać na niniejszym filmie (od 10:14) :
Niestety dla byłego posła, kłamstwo ma krótkie nogi. A Piskorski delikatnie mówiąc, minął się on z prawdą - co zarejestrowała z kolei kamera rosyjskiej dziennikarki, której nagranie opublikował Biełsat. Że w przeddzień referendum nie tylko - ale się solidnie go przestraszył. Przestraszył na tyle, że rozkazał dziennikarzom "nie fotografirowat'".
A oto scenariusz tej zabawnej scenki
[Piskorski] Tu nie wolno fotografować
[Dziennikarz] Co tu się dzieje. Kim jesteście?!
[Piskorski] Kazano wam - nie fotografować, o to chodzi!
[Dziennikarz] A pan to kto? Międzynarodowy obserwator jak rozumiem.
[Piskorski] Jeżeli ludzie z bronią mówią "nie fotografować....
[Dziennikarz nr 2] Pan jest obserwatorem, tak?
[Dziennikarz]Jestem dziennikarzem i mam inne zadanie
[Piskorski - krzyczy] Rozumiem, ale to ja z wami jadę w windzie i proszę...
[Dziennikarz] A mi Pana, nie żal, jeśli pana przy okazji zabiją to nie zmartwię się
Ot, realista.