Trzecie wystąpienie kandydatki SLD na prezydenta wypadło dużo lepiej niż dwa poprzednie, ale niedoróbek było w nim sporo.
Z całą pewnością spośród wszystkich pretendentów do urzędu prezydenckiego to właśnie Ogórek jest najbardziej wiarygodna dla młodych wyborców. Nie przypadkowo w swoim wystąpieniu podkreślała, że jest córką górnika, wie, co to ciężka praca i awans społeczny. W czasach, gdy start na rynku pracy jest naprawdę trudny, wielu młodych ludzi marzyłoby o takiej ścieżce kariery, jaką przeszła doktor Ogórek – od nieopłacanej stażystki do prezenterki w dużej stacji telewizyjnej i kandydatki na prezydenta.
Głosami młodych nie da się jednak wygrać wyborów prezydenckich ani nawet wejść do drugiej ich tury. Tymczasem Ogórek praktycznie nie odniosła się do problemów innych grup społecznych. Co gorsza, jej wystąpienie w oczach starszych wyborców mogło być odebrane jako infantylne, na przykład stwierdzenie, że jako prezydent nie zawahałaby się zadzwonić do Władimira Putina. Obeznani z polityką zagraniczną wyborcy wiedzą, że w relacjach z prezydentem Rosji to nie kwestia telefonów jest problemem.
Nadal nie wiadomo, jak na kandydaturę Ogórek zareaguje tradycyjny elektorat SLD. Jedynym ukłonem w stronę tych wyborców był postulat, by poprawić stosunki z Rosją, a przeszłość zamknąć na kartach historii. To stały wniosek Sojuszu, który nie kryje, że najchętniej zlikwidowałby IPN, a teczki SB zamknął pod kluczem, klucz zaś utopił w jeziorze.
SLD ma też nieustający problem z wypuszczeniem Ogórek do dziennikarzy.