Ogromne kwoty w dolarach i euro były przynoszone do banku w gotówce, w zwykłych torbach. Za wiedzą i przyzwoleniem szefa oddziału znanego banku w Warszawie (prokuratura nie ujawnia jego danych ze względu na „rozwojowy charakter śledztwa") trafiały na konta, skąd transferowano je na cały świat. To piąty bankowiec podejrzany o współpracę z wietnamskim gangiem – jak dotąd najwyższy rangą.
– Mężczyźnie postawiliśmy zarzuty współudziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania pieniędzy oraz korupcji menedżerskiej – mówi „Rzeczpospolitej" prok. Edyta Petryna z Prokuratury Regionalnej w Warszawie, prowadząca śledztwo w tej spektakularnej sprawie.
Skala, na jaką gang miał oszukiwać na podatkach i legalizować brudne pieniądze z przestępstwa, jest w polskich realiach rzadko spotykana. „Rzeczpospolita" poznała szczegóły kolejnej odsłony tej sprawy – jej początki sięgają ubiegłego roku, gdy wpadli pierwsi członkowie grupy, i pierwsi bankowcy na ich usługach.
Dyrektor oraz dwoje Wietnamczyków – mężczyzna, który wpłacał pieniądze w tym banku i kobieta pomagająca w procederze – zostali zatrzymani w miniony czwartek.
Działo się to – jak wynika z ustaleń prokuratury i ABW – także poprzez oddział banku, którym kierował aresztowany teraz dyrektor. To tutaj rachunek miała spółka założona w 2016 roku na personalia zatrzymanej kobiety. Jej rodak, Wietnamczyk (z polskim obywatelstwem), przynosił gotówkę, wpłacał, by następnie szybko przelać pieniądze za granicę.
Zgodnie z prawem bank jest zobowiązany do monitorowania transakcji, co do których może istnieć podejrzenie, że są to pieniądze pochodzące z przestępstwa. Jednak – jak twierdzą śledczy – dyrektor przymykał oko na milionowe kwoty przynoszone w gotówce. Nie żądał dokumentów, np. faktur czy umów, świadczących o tym, że są to środki uzyskane z legalnych źródeł.
Ile za „przychylność" miał wziąć 38-letni dyrektor? – Na obecnym etapie śledztwa posiadamy dowody, że dopuścił się korupcji menedżerskiej, przyjmując od 9 do 20 tysięcy dolarów – mówi prok. Petryna.
O kwotach, jakimi obracała tylko ta jedna spółka, świadczy fakt, że Mazowiecki Urząd Celno-Skarbowy wymierzył jej ponad 92 mln zł podatku. Przez spółkę przeszło (miała rachunki w kilku oddziałach banków) ponad 185 mln dolarów oraz ok. 100 mln euro.
Z kolei przez oddział, któremu szefował dyrektor, przepłynęło – jak ustalili śledczy – łącznie blisko 240 mln dolarów i niemal 130 mln euro (rachunki w tym oddziale miało sześć spółek wietnamskiej mafii).
Spółki, dla których konta bankowe zakładała grupa przestępcza, często były fikcyjne – miały siedziby w wirtualnych biurach, nie składały deklaracji podatkowych, nie odprowadzały VAT. Średnie obroty na rachunkach tych spółek były rzędu 100 mln dolarów lub takiej samej kwoty w euro.
Wietnamczycy wpłacali dziennie w gotówce nawet po 1 mln zł. Tak duże wpłaty powinny być zgłaszane do GIIF (Generalnego Inspektora Informacji Finansowej). Tak jednak nie było.
Aresztowany dyrektor jest kolejnym bankowcem z zarzutami za współpracę z wietnamską mafią. Latem ubiegłego roku wpadły cztery osoby z dwóch wiodących krajowych banków (w tym jeden to pracownik oddziału dyrektora). Łącznie podejrzanych o pomoc w nadużyciach jest pięciu bankowców (trzech z innego banku).
Wietnamski gang – jak ocenia prokuratura – wyprowadził z Polski co najmniej 5 mld zł.
– Pieniądze były transferowane na konta zagraniczne w 60 miejscach na świecie – mówi prok. Agnieszka Zabłocka-Konopka, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Warszawie. – Największe sumy trafiły na konta spółek w Chinach, Hongkongu, Singapurze, USA, Tajwanie, Wietnamie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich – dodaje.
Dotąd zarzuty, m.in. działania w zorganizowanej grupie i prania pieniędzy, postawiono 16 osobom, w tym szefom oraz członkom grupy. Sprawa nabrała rozgłosu, kiedy w maju ubiegłego roku wyskoczyła z okna i zabiła się Wietnamka –partnerka jednego z szefów gangu, zatrzymana przez ABW. Miała w skrytce bankowej 2,1 mln zł. Śledztwo w sprawie jej śmierci wciąż trwa.