Jak wyjaśnił Politowicz, z jednej strony aptekarze są tymi uchwałami zmuszani do bezsensownej, niepotrzebnej pracy, ale z drugiej - samorządy nie mają wyjścia i muszą podejmować takie uchwały na podstawie art. 94 ust. 2-3 prawa farmaceutycznego. Za organizację pracy aptek odpowiada bowiem rada powiatu, która ustala, jak pracują apteki, w jakich godzinach. Problem dotyczy małych miejscowości, w których apteki osiągają w nocy znikomy, a często zerowy obrót.

Zobacz temat:

- Mówiąc szczerze do takich aptek przychodzą tylko ci, którzy w nocy chcą kupić prezerwatywy, kubki na mocz, test ciążowy. To jest asortyment, który nie wymaga dyżuru magistra farmacji, bo nie są to produkty ratujące życie. Przedstawiciele powiatów, którzy są reprezentantami pacjentów, mówią jednak: a co jeśli nagle w nocy coś poważnego się komuś przytrafi? Odpowiadamy: jeśli to coś poważnego, to przecież nikt rozsądny nie idzie do apteki po tabletkę przeciwbólową, lecz wzywa pogotowie. A jakich to leków ratujących życie nie ma na pogotowiu, a są w aptece dyżurnej? Pacjenci chcieliby oczywiście apteki czynnej całą dobę. Ale ja też mogę powiedzieć, że chciałbym darmowej taksówki 24 godziny na dobę. To jest utopia - twierdzi ekspert.

Dodał, że za dyżury aptek nikt nie płaci - ani ministerstwo, ani samorząd terytorialny. Tymczasem koszty całodobowego dyżuru są olbrzymie, bo prawo farmaceutyczne nie przewiduje możliwości samodzielnego pełnienia dyżuru przez technika farmacji. Na każdym dyżurze musi być magister farmacji.

Czytaj też: Apteki muszą dyżurować bez przerwy

 

- W Polsce jest ok. 15 tys. aptek, na jedną przypada 1,78 magistra farmacji co oznacza, że w aptekach nie ma nawet dwóch osób fachowego personelu, bo farmaceutów wcale nie ma tak wielu. Co więcej, zawód jest zfeminizowany w 83 proc. Trudno oczekiwać , by farmaceutka pracowała cały dzień i całą noc, przez 7 dni, bez przerwy , bo w większości powiatów rady ustalają dyżury aptek w cyklach tygodniowych. To jest niewykonalne. Farmaceuta też musi mieć urlop i może zachorować. Przemęczenie i w naszym przypadku może skutkować poważną pomyłką – zaznaczył Politowicz.

Jego zdaniem lepiej od farmaceutów traktowani są żołnierze czy strażacy, którzy mają zagwarantowane wynagrodzenie za pozostawanie w gotowości.

- Rozumiem brak pieniędzy w budżecie, ale misją i etyką zawodową farmaceuta za prąd i gaz nie zapłaci . Jeśli państwo uznaje, że apteka jest tak niezbędna, że musi być czynna i w nocy i w święta, to rolą państwa jest takie tego zorganizowanie systemu, żeby ta apteka istniała tj. za dodatkowymi zadaniami, musi iść dodatkowe finansowanie. Policjanci nie kupują za własne pieniądze kajdanek, żołnierze - broni czy amunicji, a lekarze – wyposażenia szpitala - wskazał farmaceuta. Zdaniem Mariusza Politowicza art. 94 nie przystaje do obecnej prawnej rzeczywistości. Pochodzi z epoki, gdy apteki były państwowe i państwo płaciło farmaceutom, także za dyżury. W tamtych czasach apteka była jednak konkurencją dla szpitala, bo brakowało leków. Poza tym wtedy było mało aptek, a teraz jest ich dużo , konkurują ze sobą.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

W ocenie Politowicza są dwa warunki, które muszą być spełnione, by przepis art. 94 nie budził sprzeciwu: dobrowolność - bo farmaceuta musi zdecydować, czy jest w stanie dodatkowo pracować - i zapłata za gotowość do pracy. Jaka to powinna być kwota?

- Te kwoty zostały wspólnie oszacowane przez Związek Powiatów Polskich i Naczelną Radę Aptekarką . Problem dotyczy 220-230 małych powiatów. Miesięcznie państwo musiałoby wydać zaledwie ok. 30 mln zł, by dyżurowały tam apteki. Alternatywą jest likwidacja art. 94, który wprowadza niewykonalne prawo. Jesteśmy w kontakcie z MZ, przedstawiliśmy ten projekt. Został życzliwie przyjęty. To daje nadzieję, że problem zostanie rozwiązany – mówił Mariusz Politowicz.

Mariusz Politowicz w #RZECZoPRAWIE: