Trudno dzisiaj zagonić pracownika do biura. Szczególnie w piątek

Choć stała praca zdalna jest już w odwrocie, to przy firmowym biurku spędzamy dużo mniej czasu niż przed pandemią Covid-19. I najchętniej w środku tygodnia.

Aktualizacja: 08.05.2024 06:16 Publikacja: 22.04.2024 04:30

Trudno dzisiaj zagonić pracownika do biura. Szczególnie w piątek

Foto: Adobe Stock

Kraków i Warszawa otwierają listę największych polskich miast, w których pracownicy umysłowi najrzadziej pracują w biurze. W Krakowie jest to średnio 2,2 dnia w tygodniu, zaś w stolicy – 2,3 dnia. Z kolei najczęściej (średnio przez 2,6 dnia, czyli ponad połowę tygodnia) pracuje się stacjonarnie w Katowicach, Poznaniu – wynika z najnowszego raportu firmy JLL, która zbadała transformację pracy w biurach. „Rzeczpospolita” jako pierwsza opisuje ten raport podsumowujący wyniki badania ponad 200 menedżerów z międzynarodowych korporacji i ponad 20 tys. pracowników umysłowych na świecie, w tym tysiąca w Polsce.

Zatłoczona środa

Okazało się, że „białe kołnierzyki” nad Wisłą spędzają obecnie w biurze średnio 2,4 dnia w tygodniu, czyli 60 proc. czasu sprzed pandemii Covid-19, a także mniej, niż wynosi globalna średnia (3,1 dnia). Jak jednak przypomina Jakub Zieliński, szef Działu Strategii Miejsca Pracy i Zarządzania Zmianą w JLL Polska, już nawet przed wybuchem pandemii polskie biura nie były wypełnione przez pięć dni w tygodniu. – Z naszych analiz wynika, że przed 2020 r. obecność w biurze wynosiła przeciętnie 4,1 dnia, co przekłada się na 82-proc. frekwencję – wyjaśnia Zieliński. Jej obecny wynik – 2,4 dnia, czyli połowę czasu pracy w biurze, podwyższają wtorki i środy.

Czytaj więcej

Rośnie popyt na pracę dorywczą

– Ta tendencja jest widoczna zarówno w Warszawie, jak i w innych miastach. Pracownicy często wybierają środek tygodnia, aby pracować w biurze, pozostawiając sobie często piątek i niekiedy również poniedziałek na pracę zdalną – twierdzi ekspert JLL.

Według jej analiz, podczas gdy we wtorki i środy przeciętna frekwencja w polskich biurach wynosi 60–70 proc., a w niektórych przypadkach przekracza 80 proc., w piątki pojawia się tam około 10–20 proc. pracowników. Głównie ci, którzy szukają spokoju i możliwości skupienia.

Jeszcze przed pandemią piątki w wielu firmach były dniami większej swobody. Rezygnowano wtedy ze sztywnego dress code’u, czyli korporacyjnych zasad ubioru, a część firm skracała nawet czas pracy. Pozwalało to pracownikom wcześniej wyruszyć na weekend, co dzisiaj jeszcze bardziej ułatwia praca zdalna. Widać to po biurowej frekwencji, która w jesienne i zimowe piątki jest nieco większa niż latem

Nowa rola czwartku

Jak wynika z analiz JLL, na atrakcyjności (dla pracowników) zyskują poniedziałki, gdy biura nie są tak wyludnione jak w piątki ani tak zatłoczone jak w środy. Łatwiej jest wtedy o salkę konferencyjną, przestrzeń do pracy zespołowej czy dobre miejsce do pracy.

O niskiej piątkowej frekwencji w biurach mówi również Joanna Szczepańska, zastępczyni dyrektora w zespole Workplace Strategy & Change Management w firmie Cushman & Wakefield. Zauważa też inne nowe zjawisko; biurowe „happy hours” czy inne imprezy (zarówno te spontaniczne, jak i zaplanowane), które kiedyś często odbywały się w piątki, teraz są organizowane w czwartki, „bo w piątek nikt nie przyjdzie”.

Czytaj więcej

Depresja pracowników kosztuje firmy miliardy złotych. Straty są coraz większe

– W mojej ocenie wszystkie te zmiany to sygnał, że powoli przechodzimy na czterodniowy tydzień pracy. Nie zostało to jeszcze w żaden sposób sformalizowane, ale już się dzieje po cichu, w kuluarach – dodaje Szczepańska. Wahania frekwencji w biurach są wyzwaniem dla pracodawców, którzy starają się optymalizować powierzchnię biur i dostosować ich funkcje do potrzeb.

Tymczasem we wtorki i środy biura bywają wręcz przepełnione, a są pustawe w poniedziałki i piątki. Wyzwanie jest tym większe, że – jak wynika z danych Workplace Advisory JLL – dzisiaj firmy w Polsce wynajmują biura mniejsze o 20–30 proc. niż przed pandemią.

Liczy się czas dojazdu

Ten trend zmniejszania biur, nasilony przez spowolnienie gospodarcze i presję na oszczędności, widać zresztą na całym świecie. W dodatku globalnie tylko 36 proc. pracodawców monitoruje, jak pracownicy korzystają z biura, co utrudnia optymalne wykorzystanie powierzchni. Efekty tych trudności pokazuje także przeprowadzone przez JLL globalne badanie pracowników; na trzecim miejscu wśród powodów, które zniechęcają ich do powrotu do biur, wskazali konflikty w rezerwacji miejsca pracy.

Dużo ważniejsze są jednak argumenty dotyczące kosztów i czasu dojazdów do pracy. Na czele listy powodów zniechęcających do pracy w biurze jest czas dojazdu (wskazany przez sześciu na dziesięciu badanych) i związane z tym koszty dojazdu (43 proc.).

Magdalena Warzybok, szefowa polskiego oddziału firmy doradczej Koncentric, zwraca uwagę, że w badaniach jej firmy widać zależność między chęcią powrotu do pracy stacjonarnej i czasem dojazdu do biura. Osoby, które mieszkają dalej i którym dojazd do firmy zajmuje więcej czasu, najczęściej opowiadają się za pracą zdalną. Ten argument jest ważny szczególnie dla rodziców, w tym matek – 59 proc. z nich pracuje w biurze co najwyżej jeden dzień w tygodniu.

Wśród istotnych przyczyn niechęci do powrotu do biur jest też wysoki poziom hałasu i ograniczona elastyczność przy planowaniu pracy. Podobnie jak na świecie, także w Polsce, gdzie JLL w styczniu i lutym br. zbadała opinie tysiąca pracowników biurowych z największych miast, preferowana jest praca hybrydowa. Wskazało na nią 75 proc. ankietowanych, przy czym 42 proc. pracowałoby w biurze co najwyżej jeden dzień w tygodniu.

Co daje praca w biurze

Najbliżej do tych oczekiwań jest w branży nowoczesnych usług dla biznesu (SSC/BPO), która przed pandemią pracowała głównie stacjonarnie. Dziś pracownicy centrów usług zjawiają się w biurze średnio na jeden dzień w tygodniu, bo i tak zdecydowana większość z nich współpracuje z zespołami zagranicznymi rozmieszczonymi na całym świecie i ma ograniczony bezpośredni kontakt ze współpracownikami i klientami. Z kolei najczęściej pracuje się stacjonarnie w budownictwie (3 dni w tygodniu) i w nieruchomościach (2,6 dnia).

Mateusz Polkowski, szef Działu Badań Rynku w JLL Polska, zwraca uwagę, że spora grupa pracowników (co czwarty) jest zainteresowany pracą stacjonarną przez cztery–pięć dni w tygodniu. To jednak nadal poniżej oczekiwań pracodawców, a konkretnie menedżerów; 38 proc. z nich uważa, że pracownicy powinni być obecni w biurze przez większość dni w tygodniu, z naciskiem na pełną pracę stacjonarną (32 proc.).

Według badania JLL już 87 proc. dużych firm na świecie wprowadziło politykę zachęcającą do powrotu do biura, a co trzecia obowiązek obecności w biurze, najczęściej w formule hybrydowej. Główne argumenty to te, że biuro sprzyja bezpośredniej współpracy w zespołach i budowaniu kultury organizacji.

Kraków i Warszawa otwierają listę największych polskich miast, w których pracownicy umysłowi najrzadziej pracują w biurze. W Krakowie jest to średnio 2,2 dnia w tygodniu, zaś w stolicy – 2,3 dnia. Z kolei najczęściej (średnio przez 2,6 dnia, czyli ponad połowę tygodnia) pracuje się stacjonarnie w Katowicach, Poznaniu – wynika z najnowszego raportu firmy JLL, która zbadała transformację pracy w biurach. „Rzeczpospolita” jako pierwsza opisuje ten raport podsumowujący wyniki badania ponad 200 menedżerów z międzynarodowych korporacji i ponad 20 tys. pracowników umysłowych na świecie, w tym tysiąca w Polsce.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Praca
W kogo najczęściej uderza toksyczny stres? Nie w szefów firm
Praca
Firmy tną koszty i nie chcą zatrudniać, ale wydają miliardy na benefity pracownicze
Praca
Rząd odpowiada na plany masowych zwolnień w firmach. 50 mln zł wsparcia
Praca
Tego powinni się uczyć przyszli menedżerowie AI
Praca
Depresja pracowników kosztuje firmy miliardy złotych. Straty są coraz większe