[b]Rz: Wyjazdy integracyjne organizowane przez pracodawców są w Polsce popularne. Jednak pracownicy nie zawsze chętnie w nich uczestniczą. Czy pracodawca może kogoś zmusić do takiego wyjazdu?[/b]
Jacek Santorski: Często mamy do czynienia z presją natury psychologicznej. Pracownik myśli: wszyscy jadą, a ten, kto nie pojedzie, zostanie zapamiętany. Ale listy obecności nie są sprawdzane.
[b]Czy takie wyjazdy są w ogóle potrzebne? [/b]
Jeśli są odpowiednio zaprojektowane, to ludzie chcą w nich uczestniczyć. Trzeba więc poznać potrzeby pracowników.
Nie sprawdzi się po raz kolejny paintball czy wspinaczka.
Ale mogą to być na przykład zadania połączone z jakąś akcją społeczną, np. pracownicy odnawiają razem przedszkole.
[b]I to działa?[/b]
W połowie lat 50. amerykańscy psychologowie zrobili eksperyment. Dwie zwaśnione grupy nastolatków zabrano na obóz.
Któregoś dnia jechali ciężarówką, która wpadła w błoto. Musieli ją razem wyciągnąć. Okazało się, że dwie grupy zaczęły współpracować, stając się jedną grupą. To samo działo się w korporacjach. Pracownicy dostawali zadania, w których był element fizycznego wysiłku, odreagowania i rozrywki. Okazało się, że to ich wciąga i integruje.
[b]A wspólna [link=http://kariera.pl]praca[/link] nie jest wystarczająco integrująca?[/b]
W pracy między ludźmi jest duże napięcie. To trochę jak w zaprzęgu, w którym psy biegną w tym samym kierunku, ale dosyć mocno się gryzą. Wyjazd integracyjny to moment, w którym puszcza się je wolno – mogą biegać i harcować, jak chcą.