"Obecnie kopalnie są po to, by soc-górnicy, urzędnicy i politycy mieli pracę - a raczej: pieniądze i beneficja socjalne. Prywatne kopalnie w tym przeszkadzają, bo prawdziwi górnicy i właściciele kopalń pracują dla ohydnego zysku, więc przeszkadzają tamtym w spokojnym dogorywaniu" - twierdzi polityk.
Poseł Konfederacji przekonuje następnie, że kopalnie państwowe są "niezmiennie nierentowne", a więc wymagają dopłat z pieniędzy podatników.
"Czy prywatnym kopalniom ktoś dopłaca? Nie! Są lepiej, oszczędniej zarządzane, nie ma tam miejsca na przerośniętą administrację, ani na korupcję. Ale też nie ma jak wcisnąć tam swoich ludzi z układu politycznego i dlatego władzy tak bardzo zależy, żeby utrzymywać nas w przeświadczeniu, że kopalnie (i wiele innych państwowych zakładów), muszą być do końca świata państwowe" - wyjaśnia Korwin-Mikke.
Polityk zauważa jednocześnie, że "rząd ukoronował lata złego władania kopalniami zamykając je, jednocześnie obarczając Polaków wielomiliardowymi kosztami".
Dlatego - zdaniem Korwin-Mikkego - należy kopalnie "sprzedać z licytacji".
"Prywatne kopalnie na ogół dają sobie radę. Nie ma więc powodu, by zwalnianym górnikom płacić więcej niż zwalnianym np. tokarzom. Prywatnemu właścicielowi będzie zależało na zysku, ponieważ zainwestował swoje własne pieniądze i czas w ten business" - podsumowuje.