Obrador zapowiedział, że zrezygnuje z mieszkania w pałacu prezydenckim, latania prezydenckim samolotem, zmniejszy sobie wynagrodzenie o połowę i nie będzie korzystał z usług ochrony.

- Nawet jeśli skończę bez koszuli na grzbiecie, będą oszczędności - stwierdził prezydent-elekt.

Czytaj także: Meksyk liczy na nową rewolucję

Już po wygraniu wyborów - jak zauważa AFP - 64-letni Obrador nadal jeździł po stolicy Meksyku, Mexico City, w swoim Volkswagenie Jetta, otoczony na każdym kroku przez tłumy dziennikarzy, sympatyków i gapiów.

- Powiedzmy to wprost: Nie chcę ochrony. To oznacza, że obywatele muszą o mnie zadbać - stwierdził Obrador, który obejmie urząd 1 grudnia.

- Mam nadzieję, że mnie nie zadepczą - dodał z uśmiechem.

Decyzję prezydenta o rezygnacji z ochrony krytykują eksperci ds. bezpieczeństwa. - To całkowity błąd. To kaprys, nie decyzja strategiczna - twierdzi Alejandro Hope, były funkcjonariusz meksykańskiego wywiadu.

Obrador już w piątek przyjmie w swoim biurze, znajdującym się w nadgryzionym zębem czasu budynku, sekretarza stanu USA Mike'a Pompeo, a także trzech innych przedstawicieli administracji prezydenta USA.

- Moje biuro nie jest duże, ponieważ rząd nie chce ostentacyjnych biur. Zamierzamy położyć kres obnoszeniu się władzą - stwierdził. AFP pisze, że budynku, w którym ma biuro prezydent-elekt, pilnuje zaledwie dwóch ochroniarzy - taką samą, minimalną ochronę, Obrador ma zapewnić w czasie wizyty przedstawicieli administracji USA.