Elżbieta Kruk, gość "Porannej rozmowy" Roberta Mazurka, wypowiedziała się na temat apelu premiera Mateusza Morawieckiego o narodowe pojednanie i uderzenie się we własne piersi, jeśli chodzi o jakość debaty politycznej w kraju.
Stwierdziła, że Prawo i Sprawiedliwość" próbowało się otworzyć, na przykład paktem demokratycznym, ale "skończyło się to 16 grudnia okupacją Sejmu".
(Pakiet demokratyczny to opracowane przez PiS jeszcze w czasach, gdy było opozycją, ale wówczas odrzucone przez większość parlamentarną, takie zmiany w regulaminie Sejmu, które zakładały m.in. likwidację "zamrażarki" i konieczność przegłosowania projektu ustawy nie później niż 4 mce od złożenia do laski marszałkowskiej, jeden punkt w programie obrad dla opozycji, niemożność odrzucenia w pierwszym czytaniu obywatelskiego projektu ustawy czy pytania do premiera - red.).
- Wola nam osłabła po tym, co się stało 16 grudnia, czyli okupacji Sejmu. Złamaniu przez opozycję wszelkich zasad parlamentaryzmu - mówiła Kruk. Dodała jednak, że "tęskni" do wspólnej, merytorycznej pracy, jaka niegdyś istniała w Sejmie.
Kruk uważa, że nienawiść jako zasadę w prowadzeniu polityki wprowadził ówczesny premier Donald Tusk, na przykład "dzielenie społeczeństwa i mohery".
Zdaniem posłanki PiS telewizja publiczna po zamordowaniu prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza zachowała się "jak należy" i nie ma do niej większych uwag.
Wiadomości TVP, krytykowanych za materiał wyemitowany w dniu śmierci Pawła Adamowicza, posłanka Kruk krytykować nie ma zamiaru.
- A czy tam było coś nieprawdziwego w tym materiale? - pytała.
Pytana z kolei czy to dobrze, że telewizja publiczna będzie "wreszcie wolna od tej paskudnej opozycji" po bojkocie zapowiedzianym przez PO, odpowiedziała: - No właśnie. Mniej mowy nienawiści może będzie.