Program PiS z 2011 roku zawierał propozycję dla nauczycieli. "Rząd Prawa i Sprawiedliwości znacznie podwyższy wynagrodzenie nauczycieli szkół publicznych. Zrobimy to natychmiast po powrocie takiego wzrostu gospodarczego, jaki miał miejsce za naszych rządów w latach 2005-2007" - czytamy.

"W przypadku nauczycieli legitymujących się wysokimi kwalifikacjami i dokonaniami miesięczne wygrodzenie powinno wzrosnąć w stosunku do obecnego stanu nawet o 2500 zł brutto" - deklarowano.

Nauczyciele żądają podwyżek, które kosztowałyby budżet łącznie ok. 5-8 mld zł. Czy słusznie? Aby zrozumieć w pełni obecną frustrację nauczycieli, wystarczy przyjrzeć się ich kondycji finansowej w ostatnich latach w porównaniu do innych sektorów.

Z pomocą przyszedł ośrodek analityczny Spotdata, będący częścią Bonnier Business Polska, który przedstawił dzisiaj na wykresie, jak zmieniała się w ciągu ostatnich dziesięciu lat relacja między przeciętnym wynagrodzeniem w edukacji a w całej gospodarce.

Jak wynika z wykresu, w czasie kryzysu finansowego w 2008 r. przeciętne zarobki nauczycieli wynosiły ok. 98 proc. średniego wynagrodzenia w gospodarce. Od tego czasu sukcesywnie rosły aż do 2014 r., w którym sięgnęły 105 proc. Po wyborach parlamentarnych w 2015 r., które wygrało Prawo i Sprawiedliwość, krzywa zaczęła ostro zjeżdżać i na koniec 2018 r. spadła do 97 proc. – a więc do poziomu niższego niż w czasie kryzysu.