Reklama

Lewice dwie, klub raczej jeden

Posłowie od Zandberga muszą rozstrzygnąć dylemat polityczny, organizacyjny i finansowy. Ale niezależnie od wyniku tę rozgrywkę wygrywa Włodzimierz Czarzasty.

Aktualizacja: 27.10.2019 08:28 Publikacja: 24.10.2019 19:45

Lewice dwie, klub raczej jeden

Foto: Fotorzepa/ Michał Kolanko

Wszystko wskazuje na to, że w Sejmie funkcjonować będzie jeden federacyjny klub lewicy. Będzie się składać ze wspólnej partii, która powstanie po połączeniu Wiosny i SLD, oraz z partii Lewica Razem, która zachowa odrębność organizacyjną, choć w ramach wspólnej reprezentacji parlamentarnej.

Czarzasty: Za 4 lata Lewica będzie rządzić lub współrządzić

Wspólna partia Czarzastego i Biedronia ma powstać na przełomie roku, ostateczny termin zależy od sądowych procedur, a przede wszystkim negocjacji w sprawie stanowisk i prawa do podejmowania decyzji, także finansowych. Jak można usłyszeć nieoficjalnie wśród nowych posłów lewicy, Wiosna nie będzie raczej kruszyć kopii o sprawy programowe, bo nie dorobiła się własnej tożsamości ideowej, poza deklarowanymi ogólnymi postulatami lewicowymi. Dla ludzi Biedronia ważne jest, by nie pozostać na marginesie i bez problemu uczestniczyć w wewnątrzpartyjnej konkurencji o pozycję polityczną. – Robert zadowoli się kandydowaniem na prezydenta i już od dawna mu nie zależy na budowaniu tożsamości – tłumaczy jeden z aktywistów Wiosny i dodaje: – Szkoda, że tak się stało, bo gdybyśmy byli bardziej zintegrowani, można by chociaż ciągnąć ludzi z SLD w stronę większej otwartości w sprawach światopoglądowych. Wielu starszych działaczy jest wciąż w tych sprawach dość betonowa.

Partia Razem, która jeszcze przed wyborami przyjęła nazwę Lewica Razem, będzie w weekend decydować, czy założyć własne koło, czy też pozostać w dużym klubie całej lewicy. Według rozmówców „Rz" z SLD szanse na jedno lub drugie rozwiązanie są pół na pół. – Może muszą się przekonać, że bycie kołem oznacza przemówienia na końcu, po wszystkich, kiedy nikt już nie słucha i nie ma na sali mediów – mówi polityk SLD. – Dostaną jakąś dziuplę na siedzibę koła i jedną zdezelowaną drukarkę. To nic miłego – przewiduje.

A co dostaną od SLD, gdyby pozostali we wspólnym klubie? Na początek – miejsce w prezydium klubu, czyli stanowisko wiceprzewodniczącego lub wiceprzewodniczącej. Wspólni mają być też kandydaci na wicemarszałka Sejmu i Senatu, a także na prezydenta.

Reklama
Reklama

Czy to wystarczy, by Lewica Razem zachowała tożsamość, zwłaszcza że duży klub i nowa partia mają się nazywać po prostu Lewica? – SLD ma za sobą konsumpcję kilku partii lewicowych: PPS, Unii Pracy, Twojego Ruchu – mówi były poseł Sojuszu. – Los szóstki posłów Razem we wspólnym klubie będzie przesądzony.

No i kwestie finansowe. Razem może liczyć na dwie transze „starej" subwencji, a potem kurek się zamknie i od końca I kwartału 2020 roku będzie nim płynął strumyczek wprost do kasy SLD. Jak przystało na ideową lewicę, Razem profitów na koalicji z SLD się nie dorobiło.

Wiosna problem będzie miała z głowy, bo stanie się częścią nowej wspólnej partii. A Adrian Zandberg będzie musiał się zastanawiać, jak refundować wydatki za bilety kolejowe czy wynajem sali ze środków biur poselskich i składek, co jest dużo trudniejsze niż życie „na subwencji". I tu SLD ma wyraźną przewagę. – Partia to przecież ludzie – mówi jeden z posłów Sojuszu. – A z ludźmi można współpracować, nawet bardzo blisko. Także z tymi, którzy są w Razem.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Były wiceminister z PiS szokuje: „Polska finansuje terroryzm”
Polityka
Polska 2050 wybiera przewodniczącego. Ryszard Petru ujawnił wyniki
Polityka
Donald Tusk odpowiada na deklarację Jarosława Kaczyńskiego. „Bez Brauna? Nie ma szans”
Polityka
Czy Donald Trump weźmie Grenlandię siłą? Były wiceszef MSZ ma wątpliwości
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama