Kompleks sejmowy składa się obecnie z kilkunastu budynków, z których część jest ze sobą połączona. Wkrótce ma wyrosnąć jeszcze jeden, i to o szczególnym charakterze: do kontroli biochemicznej. Taką pozycję zapisano w projekcie budżetu Kancelarii Sejmu na przyszły rok, do którego dotarła „Rzeczpospolita". Ma na to iść dokładnie milion złotych.

Taka pozycja może zaskakiwać, bo na terenie Sejmu buduje się rzadko i niespiesznie. Przykładowo budowa nowego gmachu komisji sejmowych po drugiej stronie ul. Wiejskiej, oddanego w 2018 roku, była odkładana przez kilkanaście lat. Tym razem prace mają iść w szybkim tempie. W przyszłorocznym budżecie przewidziano nie tylko wykonanie dokumentacji, ale też roboty budowlane.

Kancelaria Sejmu już teraz dysponuje budynkiem, w którym dokonywana jest kontrola pirotechniczna przesyłek. Po co jej kolejny do kontroli biochemicznej? Centrum Informacyjne Sejmu tłumaczy, że zagrożenie jest realne, o czym może świadczyć statystyka z tego roku. „Liczba kontrolowanych przesyłek od początku bieżącego roku do dnia dzisiejszego zamknęła się liczbą 72 188 skontrolowanych przesyłek różnego rodzaju przez funkcjonariuszy straży marszałkowskiej. Z czego podejrzanych przesyłek było 114 sztuk, a potwierdzonych (czyli przesyłek stanowiących realne zagrożenie): 48 sztuk" – wyjaśnia CIS.

Dodaje, że do 2018 roku wykonywanie kontroli przesyłek zarezerwowane było dla Służby Ochrony Państwa, ale zmieniło się to wraz z wejściem w życie ustawy o straży marszałkowskiej. „Wymusiło to przejęcie wyżej wymienionych zadań" – pisze CIS. Wyjaśnia, że ponieważ straż marszałkowska nie posiada odpowiedniego pomieszczenia do analiz i ewentualnej neutralizacji podejrzanych przesyłek, na mocy specjalnego porozumienia są one wciąż przekazywane SOP.

Dzięki budynkowi neutralizowanie zagrożeń ma się odbywać sprawniej. Jerzy Dziewulski, były antyterrorysta i były szef ochrony prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, nie jest przekonany, że Sejm tego potrzebuje. Jego zdaniem, skoro obecnie analizę robi SOP, mogłoby tak pozostać. – Istotą powstania SOP było to, że ma być to służba chroniąca struktury państwa. A przecież strukturą państwa nie jest pojedynczy minister, ale takie organy jak np. Sejm – mówi. Dodaje jednak, że jeśli rzeczywiście nowy budynek ma poprawić bezpieczeństwo, nie „stawiałby wielkich zarzutów".

Na tym nie kończą się wydatki parlamentu na przeciwdziałanie atakom. 530 tys. zł przeznaczono na urządzenia, z których część prawdopodobnie pójdzie na wyposażenie nowego budynku: skaner RTG do kontroli pirotechnicznej, skaner do detekcji płynów łatwopalnych i wybuchowych, komorę laminarną i pirotechniczny manipulator teleskopowy.

Dochodzą do tego wydatki na uzbrojenie. W 2021 roku 700 tys. zł ma iść na m.in. amunicję, kamizelki kuloodporne i hełmy balistyczne, chroniące głowę przed pociskami. Kancelaria Sejmu twierdzi, że kamizelki i hełmy musi kupić, bo na dziś używane kończy się gwarancja.

– Gdyby doszło do zdarzenia, w którym straż marszałkowska musiałaby założyć takie hełmy, na miejscu byłaby też SOP i policyjni antyterroryści – mówi Jerzy Dziewulski. – Intencje podniesienia ochrony Sejmu chyba przerastają już zdrowy rozsądek – komentuje.