- Wszyscy jesteśmy równi wobec prawa, wszyscy jesteśmy równi w godności osoby ludzkiej, ale nie jesteśmy równi w uprawnieniach. Ktoś, kto demoralizuje, ktoś, kto promuje różnego rodzaju dewiacje nie ma takich samych praw publicznych jak osoba zachowująca się zgodnie ze standardami i z normami, która nie demoralizuje- mówił ostatnio minister Czarnek o warszawskiej Paradzie Równości.
Jarosław Gowin nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy takie wypowiedzi powinny być przyczyną dymisji ministra edukacji. - - Nie oczekiwałbym od Prawa i Sprawiedliwości, żeby wskazywało Porozumieniu, kto z naszego ramienia ma zasiadać w rządzie, tak samo nie zamierzam dyktować, czy podpowiadać naszym koalicjantom obsady resortów - powiedział wicepremier.
Stwierdził, że jest konserwatystą, więc wierzy w takie wartości jak rodzina i małżeństwo definiowane jako związek kobiety i mężczyzny, ale podkreślił, że "czym innym jest obrona wartości, a czym innym używanie języka, który może uderzać w poczucie godności osób o odmiennych poglądach, czy odmiennej orientacji seksualnej".
Gowin pytany był także o sejmową większość po odejściu trojga posłów z Klubu Parlamentarnego PiS.
Wicepremier jest zdania, że choć KP PiS już większości nie ma, to "większość rządowa jest stabilna", biorąc pod uwagę m.in. umowę programową, którą z PiS podpisał Kukiz'15.
Gowin uważa, że bezdyskusyjny jest fakt, iż stworzenie "technicznego rządu opozycji od Zandberga do Brauna" jest niemożliwe. A po drugie - podkreślił, "nie da się stworzyć w tym parlamencie rządu większościowego bez Porozumienia".
- Jeżeli ktoś chce wypchnąć Porozumienie ze Zjednoczonej Prawicy, to alternatywą będzie rząd mniejszościowy, a następnie przedterminowe wybory - stwierdził Gowin.