Dokument przygotowany przez Jacka Cichockiego, ministra odpowiedzialnego w Kancelarii Premiera za służby specjalne, składa się z relacji polskiego i gruzińskiego MSZ oraz oficerów Biura Ochrony Rządu.

Nie ma wzmianki, by jego autorzy korzystali z dokumentów służb specjalnych. W środę „Dziennik” napisał, że po gruzińskim incydencie ABW przygotowała raport, z którego wynika, że incydent był gruzińską prowokacją. Jak jednak ustaliła „Rz” raport, choć sygnowany nazwiskiem szefa ABW Krzysztofa Bondaryka, powstał w Centrum Antyterrorystycznym.

Dokument jest ostro krytykowany. Według ekspertów służby, nie mając twardych danych, sformułowały kontrowersyjne tezy, iż to Gruzini sprowokowali niebezpieczną dla życia polskiego prezydenta sytuację.

– W przeciwieństwie do tamtego raport Cichockiego jest wyważony. Nie ma tam kategorycznych ocen, lecz opis sytuacji – ocenia Janusz Zemke (SLD) z Komisji ds. Służb Specjalnych.

Kilkustronicowy dokument Cichockiego zawiera informację o wizycie Kaczyńskiego w Gruzji. Można się z niego dowiedzieć, że była ona przygotowana w dużym pośpiechu. Jej program był kilka razy zmieniany.

Dzień przed przylotem polskiego prezydenta do Gruzji zapadła decyzja, że odwiedzi obóz uchodźców w Metechi, kilkadziesiąt kilometrów od Tbilisi.

Micheil Saakaszwili nie powitał Lecha Kaczyńskiego na lotnisku. Spotkał się z nim dopiero przed swoim pałacem. Wtedy też polska kolumna została podzielona (od prezydenta odizolowano BOR) i ruszyła w stronę Metechi. „W trakcie podróży prezydent Gruzji zaproponował prezydentowi RP wyjazd ad hoc w rejon miejscowości Achałgori” – czytamy w raporcie.

Rejon ten jest kontrolowany przez wojska osetyjskie wspierane przez rosyjskie. Nie poinformowano o tym BOR. Po półgodzinie kolumna z polskim prezydentem skręciła w wąską górzystą drogę. „Kolumna przejeżdżała przez niewielkie miejscowości i musiała się zatrzymać, ponieważ w poprzek drogi pasterze przepędzali zwierzęta” – czytamy. Gdy auta zatrzymały się przed szlabanem posterunku wojskowego, padły strzały. Lech Kaczyński został przez Gruzinów (polski BOR nie miał z nim kontaktu) ewakuowany.

Wnioski z raportu Cichockiego są takie, że wizyta prezydenta w Gruzji była źle przygotowana, za co w dużej mierze odpowiada strona gruzińska.

Mimo to wczoraj szef BOR gen. Marian Janicki zawiesił w czynnościach służbowych dowódcę ochrony prezydenta ppłk. Krzysztofa Olszowca. Poseł PO Janusz Palikot sugerował w TVN 24, że zdenerwowany tym Kaczyński zwrócił się obraźliwie do gen. Janickiego. Kancelaria Prezydenta i BOR kategorycznie temu zaprzeczają.

Na znak protestu przeciw zawieszeniu Olszowca prezydent oświadczył, że nie chce opieki BOR podczas wizyty w Azji. Ale wieczorem szef MSWiA Grzegorz Schetyna ogłosił, że według jego wiedzy Kaczyński zaakceptował oficera, który na razie będzie pełnił obowiązki szefa jego ochrony.