Nowego szefa członkowie partii wybiorą podczas zjazdu lokalnej Platformy. Zwycięzca będzie miał też w kieszeni nominację na kandydata partii w tegorocznych wyborach na prezydenta miasta.
I Kwiatkowski, i Grabarczyk chcą zamienić ministerialne teki w stolicy na samodzielny urząd w Łodzi. – Prezydent miasta ma więcej możliwości niż członek rządu – mówi bliski współpracownik jednego z ministrów.
Szefowie resortów sprawiedliwości i infrastruktury przez ostatni tydzień poprzez zaufane sobie osoby zabiegali o poparcie w kołach terenowych. – Policzyliśmy głosy poparcia i spośród 250 delegatów na zjazd powiatowy 150, a nawet 160 delegatów będzie wspierało Grabarczyka – twierdzi posłanka Hanna Zdanowska.
Inny, proszący o anonimowość, członek PO stwierdził:
– Spodziewam się, że przy takim układzie sił Kwiatkowski zrezygnuje z ubiegania się o przywództwo. Nie może sobie pozwolić na spektakularną porażkę.
Ale w obozie Kwiatkowskiego też są przekonani o przewadze ich faworyta. – Liczę, że wzrośnie ona po wystąpieniach obydwu polityków. Minister sprawiedliwości mówi konkretniej i na pewno zdoła przekonać niezdecydowanych – mówi poseł Jarosław Stolarczyk.
Ministrowie pierwsze starcie mają już za sobą, w styczniu starali się o wybór własnego kandydata na komisarza miasta po odwołanym w referendum Jerzym Kropiwnickim. Zwyciężył Krzysztof Kwiatkowski, który wspierał Tomasza Sadzyńskiego.
W efekcie teraz Łodzią rządzą bliscy współpracownicy ministra sprawiedliwości, także samorządowcy ze Zgierza, gdzie Kwiatkowski był wiceprezydentem w latach 2002 – 2006.