Sekretarz stanu Marco Rubio ma najwyraźniej wybiórcze pojęcie wolności. Wywodzący się z rodziny imigrantów z Kuby szef amerykańskiej dyplomacji od dekad przeciwstawiał się komunistycznemu reżimowi na wyspie. Zaakceptował jednak układ z wiceprezydentką ponurego reżimu wenezuelskiego Delcy Rodríguez kosztem liderki demokratycznej opozycji Maríi Coriny Machado, gdy okazało się, że idą za tym kolosalne kontrakty na wydobycie ropy dla amerykańskich koncernów naftowych. A we wtorek nie zawahał się przyznać schronienia uciekającemu z Brazylii Fláviowi Bolsonaro, który zaraz po wylądowaniu w Miami wydał oświadczenie podważające uczciwość niedzielnych wyborów i zaprezentował się jako „prezydent elekt” Brazylii.