Jeszcze przed dniem wyborów liczba oddanych w nich głosów zbliża się do połowy liczby głosów oddanych w 2020 roku (wówczas zagłosowało 160 mln osób). Frekwencja w amerykańskich wyborach z 2020 roku była najwyższa od ponad 100 lat.
W niedzielę Kamala Harris, kandydatka Partii Demokratycznej na prezydenta, walczyła o głosy w Michigan, a Donald Trump wystąpił na serii wieców w Pensylwanii, Georgii i Karolinie Północnej.
We wtorek stawką wyborów będzie nie tylko to, kto obejmie urząd prezydenta – Amerykanie wybiorą też Izbę Reprezentantów (izba niższa parlamentu) i 1/3 składu Senatu. Sondaże wskazują, że Partia Republikańska ma szansę zdobyć większość w Senacie, w którym obecnie większość ma Partia Demokratyczna, z kolei Partia Demokratyczna może odebrać Partii Republikańskiej większość w Izbie Reprezentantów.
Czytaj więcej
Głównym podziałem Zachodu staje się spór liberalnych elit i potrzebujących silnych tożsamości mas. Donald Tusk od roku stara się nie pozwolić Jaros...
Kamala Harris obiecuje Amerykanom pochodzenia arabskiego, że zakończy wojnę w Strefie Gazy
- Za dwa dni będziemy mieć moc zdecydowania o losie naszego kraju na pokolenia – mówiła Harris przemawiając do parafian w kościele w Detroit. - Musimy działać. Nie wystarczy się tylko modlić, nie wystarczy tylko mówić - dodała zachęcając do głosowania w wyborach.
Z kolei na wiecu w East Lansing kandydatka Partii Demokratycznej zwróciła się do 200 tys. Amerykanów pochodzenia arabskiego, którzy mieszkają w stanie Michigan. - Ten rok był trudny biorąc pod uwagę skalę śmierci i zniszczenia w Gazie i biorąc pod uwagę cywilne ofiary i przesiedlenia w Libanie (...). Jako prezydent zrobię wszystko co w mojej mocy, by zakończyć wojnę w Gazie – zapowiedziała Harris.
Wielu amerykańskich muzułmanów i Amerykanów arabskiego pochodzenia krytykuje wsparcie, jakiego administracja Joe Bidena udziela Izraelowi prowadzącemu od ponad roku wojnę w Strefie Gazy, a od 1 października – operację lądową w Libanie. Rozczarowanie działaniami USA w tym zakresie sprawia, że wśród przedstawicieli tych społeczności pojawiają się apele, by w wyborach prezydenckich głosować na kandydatów innych niż Trump i Harris – np. na kandydatkę amerykańskich Zielonych Jill Stein.
Donald Trump twierdzi, że Stanom Zjednoczonym grozi powtórka z Wielkiego Kryzysu. Mówi o ludziach skaczących z okien
Tymczasem Trump wziął w niedzielę udział w trzech wiecach, w czasie których często rezygnował z korzystania z telepromptera i modyfikował przygotowane wcześniej przemówienia. Partię Demokratyczną nazwał „demoniczną”, kpił z prezydenta USA Joe Bidena, mówił też o inflacji wskazując m.in. na wysoką cenę jabłek.
Czytaj więcej
W ostatnim tygodniu przed dniem wyborów w USA rozpętała się wojna o to, kto bardziej obraził amerykańskich wyborców.
Nawiązując do zamachu na jego życie, do którego doszło latem w czasie wiecu w Butler, w Pensylwanii, Trump stwierdził, że „aby go dorwać” zamachowiec musiałby „strzelać przez” przedstawicieli mediów (Trump użył tu określenia fake news – fałszywe informacje. Były prezydent wielokrotnie określał tym terminem przedstawicieli mediów głównego nurtu – red.). - I nie przeszkadza mi to – dodał były amerykański prezydent, który wcześniej wielokrotnie krytykował media za sprzyjanie jego rywalce. Rzecznik sztabu wyborczego Trumpa Steven Cheung wydał oświadczenie, w którym zapewniał, że słowa kandydata Partii Republikańskiej na prezydenta nie były wymierzone w przedstawicieli mediów, ale w „groźby wobec niego, które są spowodowane niebezpieczną retoryką demokratów”.
Przemawiając na wiecach w Karolinie Północnej, a potem w Georgii, Trump przekonywał, że Stany Zjednoczone są „państwem w stanie upadku” i ostrzegał, że USA grozi powtórka z Wielkiego Kryzysu z 1929 roku, a ludzie znów „będą wyskakiwać z okien budynków” (w związku z krachem na amerykańskiej giełdzie w 1929 roku wiele osób w taki sposób odebrało sobie życie – red.). Trump mówił też, że kampania jego rywalki jest napędzana „nienawiścią i demonizacją”.
Na wiecu w Pensylwanii Trump stwierdził, że w 2020 roku, po przegranych wyborach prezydenckich (Trump od lat twierdzi, nie przedstawiając na to żadnych dowodów, że w rzeczywistości wygrał te wybory), nie powinien był przekazywać władzy. - Mieliśmy najbezpieczniejszą granicę w historii naszego kraju w dniu, w którym odszedłem (z urzędu). Nie powinienem był odchodzić. (...) ponieważ szło nam tak dobrze – stwierdził.
Liczba elektorów wybierających prezydenta USA w listopadowych wyborach prezydenckich w poszczególnych stanach
Trump apelował też, by wyniki wyborów prezydenckich w USA zostały ogłoszone w wyborczą noc, mimo że urzędnicy z wielu stanów zwracają uwagę, że może minąć kilka dni, nim w ich stanach będą znane ostateczne wyniki głosowania. Demokraci zarzucają Trumpowi i jego otoczeniu chęć przedwczesnego ogłoszenia zwycięstwa w wyborach.