Tym razem na czele Rosjan stanie przedstawiciel prezydenta w regionach Dalekiego Wschodu, Jurij Trutniew. Organizatorzy wysłali jednak zaproszenia prezydentowi Władimirowi Putinowi oraz premierowi Dmitrijowi Miedwiediewowi. Żaden z nich nie odpowiedział na zaproszenie.

Od chwili wybuchu „rewolucji godności" na Ukrainie jesienią 2013 roku, Moskwa konsekwentnie okazuje forum swoją wzgardę. W 2014 roku na czele rosyjskiej delegacji stał wicepremier Arkadij Dworkowicz. Wtedy to z forum wyrzucono ukraińskiego premiera Nikołaja Azarowa, z powodu prób zmiażdżenia siłą protestów w Kijowie.

Rok później (gdy na Ukrainie trwała wojna, a Rosja była objęta sankcjami) – do Davos pojechał wicepremier Igor Szuwałow. „Prezydent nie pojechał, bo jest zajęty sprawami wewnątrzrosyjskimi" – informował wtedy jeden z urzędników Kremla. Przebywający w Davos ukraiński prezydent Petro Poroszenko skrócił swój pobyt tam ze względu na wybuch zajadłych walk wokół Debalcewa w Donbasie.

Według moskiewskiej gazety „Wiedomosti" prezydencki przedstawiciel na Daleki Wschód pojedzie obecnie do Szwajcarii, by zachwalać rosyjskie wpływy i możliwości w regionie Pacyfiku. Dlatego też powinien wziąć udział w panelach dyskusyjnych dotyczących tego regionu. Jednak na razie organizatorzy odnotowali jedynie jego chęć udziału w dyskusji na temat Rosji, a nie krajów leżących wokół Oceanu Spokojnego. Na tej sesji będzie m.in. mowa o niskich cenach ropy naftową oraz roli Moskwy w systemie międzynarodowego bezpieczeństwa.

Oprócz Trutniewa w Davos pojawi się dawno tam nie widziany szef rosyjskiego banku centralnego, obecnie to Elwira Nabiułlina. Ona z kolei chce porozmawiać o „problemie światowego zadłużenia".

Nie wiadomo, czy i jacy biznesmeni przyjadą z Rosji do Davos. Część chętnych nigdzie nie pojedzie, gdyż została objęta zachodnimi sankcjami.

W tym roku w Davos nie pojawi się również kanclerz Niemiec Angela Merkel. Wielokrotny gość forum tym razem pozostanie w Berlinie z powodu kryzysu wywołanego przez niekontrolowany napływ uchodźców.