Szef rządu podczas porannej konferencji prasowej powiedział, że z informacji, którą otrzymał, wynika, że były prezes zarządu Orlenu "miał zainteresowania typowe dla funkcjonariuszy PiS”.
Tusk poinformował, że Daniel Obajtek podpisał "zlecenie dla detektywa, którego zadaniem było — jak to nazwano w tym piśmie — identyfikacja i udokumentowanie działań nieuczciwej konkurencji wobec PKN Orlen, w tym identyfikacja źródeł ujawniania informacji". Detektyw, jak wynika z dokumentów, zajmował się m.in. nieustannym śledzeniem polityków opozycji, w tym Marcina Kierwińskiego, Jana Grabca czy Andrzeja Halickiego.
Obajtek do premiera w sprawie wynajęcia detektywa: Ma pan złe informacje
Na ogłoszone podczas konferencji prasowej sensacyjne doniesienia zareagował sam zainteresowany. Były szef Orlenu — a według wciąż nieoficjalnych informacji kandydat PiS w przyszłych wyborach do parlamentu Europejskiego — odpowiedział premierowi w mediach społecznościowych. „Kategorycznie zaprzeczył” wynajęciu detektywa.
„Kategorycznie zaprzeczam doniesieniom, żebym wynajmował jakiegokolwiek detektywa do śledzenia jakichkolwiek posłów. To kłamstwo Panie Premierze” - napisał Daniel Obajtek.
Były prezes Orlenu dodał, że premier, mówiąc o milionie złotych wydanych na opłacenie detektywa, podał kwotę, którą Rada Nadzorcza koncernu przyznała Obajtkowi na ochronę w czasie, gdy realizowane były „strategiczne procesy połączenia”.
Taka ochrona, według Obajtka, miała być „standardową praktyką”, którą stosował także jego poprzednik, Jacek Krawiec (prezes zarządu Orlenu w latach 2008–2015 — red.).
„Ma pan złe informacje” - zakończył Daniel Obajtek.
Tusk ujawnił informację o wynajęciu detektywa przez Orlen tuż po ujawnieniu przez media, że Prokuratura Krajowa korzystała z systemu Hermes służącego do analizy treści pojawiających się w sieci. Spekuluje się, że system mógł być wykorzystywany do wyszukiwaniu materiałów krytycznych pod adresem poprzedniej większości parlamentarnej.