Zamiast tego Departament Stanu USA wstrzymał sankcje związane z prawami człowieka i kontrolą eksportu, aby spróbować ograniczyć straty w stosunkach z Chinami - informuje agencja Reutera powołując się na wewnętrzną korespondencję władz i rozmowy z urzędnikami.

Zaplanowane przez administrację Bidena kroki zaalarmowały niektórych urzędników amerykańskich. W amerykańskim rządzie doszło do podziału między zwolenników ostrzejszej reakcji a politykami, którzy opowiadają się za bardziej powściągliwym podejściem.

Czytaj więcej

Szef MSZ Chin mówi o "zmrożeniu relacji z USA"

Choć Departament Stanu zasygnalizował niezadowolenie USA z powodu pojawienia się balonu, odkładając zaplanowaną wizytę sekretarza stanu Antony'ego Blinkena w Pekinie, wewnętrzna wiadomość Departamentu Stanu, do której dotarła agencja Reutera, wskazują, że wyżsi rangą urzędnicy opóźniali planowane działania przeciwko Chinom.

Administracja prezydenta Joe Bidena starała się zapobiec dalszemu pogorszeniu relacji z komunistycznym rządem Chin, które zdaniem wielu analityków znalazły się w najgorszym punkcie od 1979 roku.

Byli dyplomaci i członkowie Kongresu z obu partii argumentowali, że USA muszą utrzymywać otwarte kanały komunikacji z Pekinem, aby uniknąć nieporozumień i reagować na kryzysy.

Według źródeł obecna polityka zbyt mocno trzyma się wcześniejszej strategii zaangażowania, która umożliwiała Chinom wymuszanie ustępstw w zamian za dialog na wysokim szczeblu, który często przynosiły niewiele konkretnych rezultatów.

Informatorzy agencji Reutera przekazali, że Antony Blinken w dużej mierze przekazał obowiązki związane z polityką wobec Chin zastępcy sekretarza stanu Wendy Sherman, drugiemu rangą dyplomacie Stanów Zjednoczonych.