Skonfliktowany ze środowiskiem rolników minister Kowalczyk ma jeszcze przed świętami zostać odwołany ze stanowiska.

Rolnicy mają pretensje do Kowalczyka, który odradzał im sprzedaż plonów, zalegających obecnie w spichlerzach z powodu zalania polskiego rynku przez zboża z Ukrainy.

Czytaj więcej

Kołodziejczak: Policja nachodzi rolników. Minister: Bzdury

Zmianę na stanowisku ministra rolnictwa Prawo i Sprawiedliwość ma tłumaczyć chęcią "nowego otwarcia" z rolnikami i "wyciszenia" ich protestów, ale nie chce też obarczyć Kowalczyka całą odpowiedzialnością za konflikt ze środowiskiem.

Czytaj więcej

Wicemister rolnictwa: Porozumienie z rolnikami? Nawet nie zdążyło się rozpędzić

Dlatego Henryk Kowalczyk w żaden sposób nie zostałby rozliczony z podjętych przez siebie decyzji i ma pozostać w rządzie jako minister bez teki.

Tymczasem we wtorek w rozmowie z Polsatem Kowalczyk przeprosił rolników, "że nie zrozumieli  intencji jego wypowiedzi" i zapewnił, że jest "gorącym zwolennikiem" ujawnienia, kto "na tym problemie" zarobił. Według polityków PiS, z którymi rozmawiała Interia, tymi słowami Kowalczyk przypieczętował swoje odejście.

Wśród nazwisk kandydatów do stanowiska ministra rolnictwa przewijały się Jan Krzysztof Ardanowski i Robert Telus - szef sejmowej komisji rolnictwa i rozwoju wsi, a także rolnik. Według portalu i.pl to właśnie Telus ma zastąpić Kowalczyka.