Czytaj więcej
24 lutego 2022 roku Rosja rozpoczęła pełnowymiarową inwazję na Ukrainę. Wartość zniszczonej przez Rosjan na Ukrainie infrastruktury przekroczyła 14...
Oksen Lisowy ministrem oświaty i edukacji Ukrainy został mianowany 21 marca. Nie zdążył zacząć pracy, a już znalazł się w centrum afery. Powodem stała się obroniona przez niego jeszcze w 2012 r. praca doktorska z filozofii. Jeden z branżowych portali „Błędy oraz plagiaty w badaniach naukowych” doszedł do wniosku, że niektóre fragmenty doktoratu nowego ministra zostały niemalże w całości przepisane z pracy innego badacza. Co ciekawe, jego poprzednik Sergij Szkarlet miał podobne problemy, w 2020 r. o plagiat oskarżała go była szefowa resortu oświaty i edukacji Anna Nowosad. Dopatrzyła się plagiatu w co najmniej trzech jego pracach naukowych.
Obecny minister postanowił nie dyskutować, od razu skierował swoją pracę do Narodowej Agencji ds. Zabezpieczenia Jakości Szkolnictwa Wyższego. I zapowiedział, że w razie znalezienia nieprawidłowości zrezygnuje z naukowego stopnia. Wcześniej stał na czele Małej Akademii Nauk Ukrainy (MANU). Cieszy się dobrą reputacją wśród wojskowych, na początku wojny zgłosił się na ochotnika i walczył w 95. brygadzie powietrzno-desantowej.
Czytaj więcej
Kane Te Tai, były żołnierz armii Nowej Zelandii, współzałożyciel organizacji charytatywnej pomagającej walczącym weteranom, został zabity na Ukrainie.
W jego ślady poszedł szef komitetu ds. oświaty, nauki i innowacji Rady Najwyższej Serhij Babak. Również skierował swoją pracę doktorską do weryfikacji. Grupa naukowców „Disergate” zarzucała mu plagiat jeszcze w 2019 r. – Chcemy oczyścić system i żeby to osiągnąć, zaczniemy od siebie – oznajmił w czwartek Babak. Również zadeklarował, że w razie wykrycia plagiatu zrezygnuje ze swojego tytułu naukowego.
W ukraińskim rządzie nie brakuje doktorów nauk prawnych, gospodarczych, pedagogicznych oraz doktorów nauk o zarządzaniu. Z 22 ministrów dziewięciu ma stopnie naukowe, łącznie z premierem Denysem Szmyhalem. Część z nich dorobiła się naukowych tytułów, zajmując już ważne stanowiska państwowe. Prezydencka partia Sługa Narodu zaproponowała wyjście awaryjne dla uczonych polityków, którzy mogą mieć wątpliwości co do uczciwości swoich naukowych osiągnięć. Julia Hryszyna z komitetu ds. edukacji i nauki proponuje zmianę prawa, która umożliwiałaby dobrowolne zrzeczenie się tytułu naukowego. Obecnie takiej możliwości nad Dnieprem nie ma, tytuł można stracić tylko pod warunkiem, że odpowiednie instytucje udowodnią nieuczciwość.
Czytaj więcej
Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy przekazał w komunikacie, że wszystkie oddziały najeźdźców opuściły miasto Nowa Kachowka w obwodzie chersoński...
– W naszej nauce, zwłaszcza humanistycznej, która dawno została (albo była) imitacją nauki, plagiat to niemalże norma, na którą niezbyt zwracają uwagę – komentował psycholog prof. Wadym Wasiutyński z Narodowej Akademii Nauk Pedagogicznych na swoim profilu w jednej z sieci społecznościowych.
Temat plagiatu i korupcji w nauce nie jest nowy, ciągnie się w Ukrainie od wielu lat. Posiadanie tytułu naukowego było modne, zwłaszcza wśród ukraińskich polityków. Nasiliło się za czasów prezydentury Wiktora Janukowycza, zbiegłego do Rosji w 2014 r. – Janukowycz był człowiekiem niewykształconym, dowartościowywał się rozmaitymi statusami i tytułami naukowymi – mówi „Rzeczpospolitej” znany ukraiński politolog Aleksandr Palij. – Do dzisiaj nie odebrano mu tytułu profesora – dodaje.
Wypełniając ankietę kandydata na prezydenta Ukrainy w 2004 r., Janukowycz wskazał swój tytuł naukowy – „proffesor”. Wówczas w 90 słowach popełnił 12 błędów. – Panie prezydencie, co będą myśleli o Ukrainie nasi europejscy partnerzy, gdy „proffesor” Janukowycz wciąż jest uważany za naukowca – apelowała grupa uczonych w 2016 r. do ówczesnego przywódcy kraju Petra Poroszenki. Wówczas skierowali do niego nawet odpowiednią petycję, domagając się pozbawienia tytułu profesora zbiegłego prezydenta, ale nie uzbierała niezbędnych 25 tys. podpisów.