– Szanowny Władimirze Władimirowiczu, jestem bardzo rad, bardzo – już u samolotowego trapu witał rosyjskiego prezydenta lider Tadżykistanu Emomali Rachmon.

Putin już w czasie pandemii znacznie ograniczył swoją aktywność międzynarodową, a w tym roku tylko raz wyjechał z Rosji – do Pekinu na zimową olimpiadę. Obecnie ma zakaz wjazdu do większości krajów demokratycznych. Na listopad planował podróż do Indonezji na spotkanie przywódców G20, ale pojawiły się informacje, że gospodarze – którzy go wcześniej zapraszali – teraz nie chcą go widzieć.

Poinformował o tym premier Włoch Mario Draghi po spotkaniu z prezydentem Indonezji Joko Widodo. Putinowi pozwolą podobno jedynie przemówić na telekonferencji. Kreml żachnął się, ale kazał wszystkim czekać do czwartku, gdy Indonezyjczyk przyjedzie do Moskwy. Na razie Widodo jednak pojechał do Kijowa.

Czytaj więcej

Putin po raz pierwszy od lutego wyjeżdża z Rosji

W tej sytuacji Putin wyruszył do sojuszniczego regionu, połączonego z Rosją zarówno więzami gospodarczymi, jak i wojskowymi. Duszanbe jest szczególnie uzależnione od Moskwy, gdyż bez wsparcia rosyjskich wojsk nie byłoby w stanie ochronić swej liczącej ponad 1200 kilometrów granicy z Afganistanem. Tadżykistan jest jedynym krajem regionu wrogo nastawionym do reżimu talibów. Tymczasem Kreml próbuje nawiązać z nimi kontakty. W czerwcu w Petersburskim Forum Ekonomicznym uczestniczyła delegacja talibów, mimo że – zgodnie z prawem – rosyjskie media, pisząc o ich przyjeździe, musiały dodawać formułkę: „talibowie są organizacją zakazaną w Rosji”.

– Wszystkie grupy etniczne Afganistanu powinny brać udział w zarządzaniu krajem – mówił Putin w Duszanbe. Wizycie towarzyszyły uporczywe plotki, że spotka się on z przywódcą tadżyckiej opozycji w Afganistanie Ahmedem Masudem, jednak oficjalnie nikt tego nie potwierdził.

Od razu z Tadżykistanu rosyjski prezydent pojechał do Turkmenistanu na VI Szczyt Kaspijski państw leżących nad tym morzem (Rosja, Kazachstan, Turkmenistan, Azerbejdżan). – Spotkanie jest dla Putina na tyle ważne, że najwyraźniej zmienił poprzednie plany odwiedzenia Białorusi pod koniec czerwca (tzw. Forum Regionów w Grodnie –red.). Zamieniono je na wideokonferencję – zauważył prokremlowski publicysta Gieorgij Bowt.

Głównym gościem w Aszchabadzie z punktu widzenia rosyjskiego prezydenta jest przywódca Iranu Ebrahim Ra’isi. Iran (wraz z Argentyną) wyraził chęć wstąpienia do niezbyt sformalizowanej grupy BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, RPA). Kreml jednak chciałby w niej widzieć przeciwwagę dla organizacji i struktur Zachodu, m.in. G7.

„Rosyjska elita widzi już jak we śnie rodzaj anty-Zachodu gotowego – jak im się wydaje – dać lekcję aroganckim Amerykano-Europejczykom. A Rosja w tym wschodnim sojuszu powinna zająć naturalnie miejsce przywódcy” – opisał kremlowskie marzenia publicysta Witalij Grankin.

W Aszchabadzie widać było, że Putin wśród gości wyróżnia prezydenta Iranu, gdy przywódcy przechodzili razem, to zawsze na ich czele był Rosjanin, Irańczyk i Kazach. Prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew dość demonstracyjnie trzymał się na uboczu. Jego kraj ma dość napięte stosunki z Teheranem.

– Iran objęty jest zachodnimi sankcjami i to bardzo ogranicza jego międzynarodowe możliwości. BRICS podwyższyłby jego status – tłumaczy orientalista Władimir Sażin, dlaczego z kolei prezydent Ra’isi wyróżniał Putina w Aszchabadzie. – Przynależność do tej międzynarodowej struktury może pomóc mu obchodzić sankcje – dodał. Ale w tym Rosja mu nie pomoże, bo sama jest nimi objęta.