Po tym jak parlament zdecydował o podniesieniu kwoty wolnej od podatku do 6,6 tysięcy złotych dla najmniej zarabiających media przypomniały, że dla diet poselskich kwota wolna od podatku wynosi niemal 30 tysięcy złotych. Pytany o to wicepremier Mateusz Morawiecki stwierdził, że należy docenić ciężką pracę posłów.

Tymczasem Tadeusz Cymański zwraca uwagę, że w kwestii diet posłowie traktowani są tak jak wszyscy inni obywatele. - Przepis o zwolnieniu diet z podatków dotyczy wszystkich, dla wszystkich Polaków są jednakowe zasady. Posłowie nie są traktowani lepiej, ani gorzej. A co słyszymy w telewizji? - oburzał się polityk.

- Dlaczego poseł ma być traktowany gorzej od sołtysa? - pytał retorycznie Cymański. Dodał, że np. w sejmikach wojewódzkich "diety są większe niż diety posłów". - Nie znoszę kłamstwa - podsumował poseł.

Pytany o nieprawidłowości dotyczące finansowania Solidarnej Polski, o których pisał "Newsweek", Cymański stwierdził, że jest to "polowanie z nagonką na Zbigniewa Ziobrę".

Mówiąc o swojej sytuacji tłumaczył, że jego żona oraz jego córki wpłacały na rzecz Solidarnej Polski pieniądze pochodzące "z prawego łoża" - czyli z jego zarobków w europarlamencie. - Żona europosła wpłaciła 44 tysiące złotych? Dziennikarz powinien sprawdzić jakie miałem wtedy zarobki - mówił. - Co w tym złego, że córki wpłacały nasze pieniądze? One pochodzą wszystkie z tego co tata zarabiał w Brukseli - podkreślił.

Polityk był też pytany o to, czy zamierza wrócić do PiS. - Niewiadome są losy - odparł zaznaczając jednocześnie, że PiS i Solidarna Polska mają dużą "wspólnotę programów". Cymański podkreślił, że cieszy się, iż PiS zrywa z neoliberalną polityką. - Nierówności? Tak. Kontrasty? Nie - przekonywał.