Wprawdzie regulamin francuskiego parlamentu nie wymaga od posłów noszenia krawatów, to jednak tradycyjnie uznaje się je za element stroju mężczyzn zasiadających w ławach Zgromadzenia Narodowego.

Swojego posła przed atakami parlamentarzystów innych ugrupowań bronił Mélénchon, który porównał polityków swojej partii do rewolucyjnych sankiulotów (od sans-culottes - nie noszący krótkich spodni) z czasów rewolucji francuskiej.

- Mieliśmy Sans Culottes, teraz mamy Sans Cravates (nie noszący krawatów - red.) - zażartował Mélénchon.

Nie przekonało to jednak przedstawicieli pozostałych ugrupowań.

Rzecznik prezydenckiej La Republique en Marche nazwał zachowanie lewicowego parlamentarzysty "obrazą". - Argumentując, że są przedstawicielami francuskiej klasy pracującej, więc nie noszą krawatów, obrażają tych, których reprezentują - ocenił.

Z kolei Bernard Accoyer, były przewodniczący francuskiego parlamentu nazwał takie zachowanie "brakiem szacunku dla Francuzów, wyborców, demokracji i instytucji znajdującej się w sercu Republiki".

Marine Le Pen kpiła zaś, że posłom Mélénchona wydaje się, że są "Jeanami Moulinami, ponieważ nie noszą krawatów" (Jean Moulin to jeden z członków francuskiego ruchu oporu w czasie II wojny światowej).