Sprawę opisuje Michał Pytlik. Mężczyzna w maju tego roku szedł krakowskim Kazimierzem z innymi członkami Razem. 

"Byliśmy na Kładce Ojca Bernatka i rozmawialiśmy o orientacjach seksualnych. Wtedy przyczepiło się do nas dwóch mężczyzn. Mieli problem z "pedałami"." - relacjonuje Pytlik.

Napastnicy fizycznie zaatakowali grupę znajomych. "Część z nas dostała pięściami między oczy. Niektórych kopano na ziemi. W naszą stronę poleciały szklane butelki (jedną z nich dostałem w lewe ramię). Zagrożeni byli goście z ogródka miejscowej kawiarni."

Na miejscu pojawiła się policja. Na komisariat trafił jeden z napastników. Poszkodowani zgłosili przestępstwo motywowane nienawiścią. Złożono w tej sprawie zeznania, dokumenty poświadczające obrażenia na ciele oraz zdjęcia.

Po kilku miesiącach Pytlik otrzymał odpowiedź policji. Funkcjonariusze umorzyli dochodzenie z powodu "braku danych uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa". 

"To niesłychane. Zachowanie policji i przyzwolenie rządu sprawiają, że bezwstydni, bezczelni agresorzy mogą robić wszystko, a i tak pozostaną bezkarni. Policja ma wszystko, czego trzeba, lecz "brakuje jej danych", by ukarać tak ewidentną przemoc" - komentuje mężczyzna.