Dworczyk mówiąc o ograniczeniach w swobodzie poruszania się po Sejmie protestujących (w ostatnich dniach skarżyli się, że nie mogą korzystać z wind, przez co mają ograniczony dostęp do toalet, a także, że nie mogą uchylać okien), przypomniał, że w Sejmie "trwa Zgromadzenie Parlamentarne NATO, które rządzi się swoimi sprawami". - Dostęp do udziału w poszczególnych sesjach mają tylko osoby, które zostały na nie zaproszone - dodał.

Jednocześnie Dworczyk stwierdził, że PiS ws. protestu w Sejmie "jest naprawdę liberalny" dodając, że trudno mu sobie wyobrazić, aby taki protest mógł mieć miejsce w Kongresie USA czy w parlamencie Francji.

Z kolei rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy, Krzysztof Łapiński zastanawiał się "na ile protestujący są gotowi na spokojnie usiąść do rozmów, być może bez udziału kamer". Dodał, że dzięki zaangażowaniu Andrzeja Dudy w konflikt "pełne sprawy udało się załatwić" (chodzi o podniesienie wysokości renty socjalnej do wysokości minimalnej renty).

Natomiast poseł Kukiz'15 Marek Jakubiak stwierdził z jednej strony, że "Sejm to nie jest miejsce, w którym powinno się protestować", a następnie dodał, że "sytuacja jest drastyczna, bo nie ma w ogóle wyjścia".

- Protest zostaje umiędzynarodowiony - i to jest problem. Matki dzieci niepełnosprawnych same wkraczają w politykę, wdeptują w nią. Zapewniam panie protestujące, że to się źle skończy - ostrzegł Jakubiak.

Zdaniem posła Kukiz'15 w obecnej sytuacji rząd nie ma innego wyjścia niż tylko "pójść na rękę protestującym i przyznać im 500 złotych" (to postulat rodziców osób niepełnosprawnych protestujących w Sejmie od 40 dni).

- Protest można było zakończyć po kilku dniach. Czas najwyższy by premier dokonał rewizji kilku programów - m.in. 500plus z progiem dochodowym - zgodził się z Jakubiakiem poseł PSL Marek Sawicki.