Emil Czeczko jest żołnierzem zawodowym w stopniu szeregowca, który w połowie grudnia zbiegł na Białoruś. Tam udzielił wywiadów lokalnym oraz rosyjskim mediom, w których oskarżył polskich pograniczników o strzelanie do migrantów koczujących na granicy.

Czeczko miał w Polsce poważne problemy z prawem - był m.in. karany za pobicie matki, w efekcie dostał zakaz zbliżania się do kobiety -  i jazdę pod wpływem alkoholu i narkotyków. W takim stanie został zatrzymany w pobliżu koszar w Giżycku, mimo to został wysłany na granicę.

Czytaj więcej

Jak to możliwe, że dezerter dostał broń i wyjechał nad granicę?

Ministerstwo Obrony Narodowej traktuje ucieczkę żołnierza jak dezercję, został za nim wydany list gończy.

Dziś podczas konferencji prasowej rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa stwierdziła, że słowa Czeczki wymagają "wnikliwego międzynarodowego śledztwa".

Oświadczyła, że "przypadki okrutnego traktowania migrantów przez polską straż graniczną i personel wojskowy zostały udokumentowane zarówno przez odpowiednie struktury ONZ i Rady Europy, jak i unijną agencję Frontex".

Dlatego, jeśli Białoruś poczyni kroki w celu wszczęcia takiego śledztwa, Rosja udzieli jej poparcia - zapowiedziała rzeczniczka.

Uznała też za "dziwne, że zamiast przedstawiać argumenty, strona polska próbuje zdyskredytować własnego żołnierza".