Zwolennicy Aung San Suu Kyi twierdzą, że wyrok w jej sprawie jest motywowany politycznie.

Na cztery lata więzienia miał zostać skazany również odsunięty od władzy prezydent Mjanmy (Birmy), Win Myint - twierdzi źródło, na które powołuje się Reuters.

To pierwsze wyroki w procesach toczących się przeciwko przywódcom państwa, odsuniętym od władzy w wyniku puczu wojskowego z 1 lutego.

Junta przekonuje, że byłej przywódczyni państwa zapewniono sprawiedliwy proces przed niezależnym sędzią powołanym na urząd przez jej własną administrację.

W Mjanmie (Birmie) od lutego trwają niepokoje społeczne związane ze sprzeciwem wobec wojskowego zamachu stanu, który odsunął od sprawowania rządów demokratycznie wybrane władze kraju. Wojskowa junta, rządząca Mjanmą (Birmą), brutalnie tłumi protesty, a przeciwników politycznych nazywa "terrorystami". 

Przeciwko 76-letniej Suu Kyi toczy się jeszcze kilka procesów, w tym procesy o korupcję oraz naruszenie ustawy o tajemnicy państwowej. Gdyby uznano ją za winną we wszystkich procesach, groziłoby jej ponad 100 lat więzienia. 

Czytaj więcej

Junta kontra Aung San Suu Kyi. Droga bez powrotu

Zwolennicy Suu Kyi, która nie przyznała się do stawianych jej zarzutów, uważają, że skazano ją bezpodstawnie tylko po to, by zakończyć jej polityczną karierę.

Tymczasem junta przekonuje, że byłej przywódczyni państwa zapewniono sprawiedliwy proces przed niezależnym sędzią powołanym na urząd przez jej własną administrację.

Państwa Zachodu domagają się uwolnienia Suu Kyi.

Proces byłej przywódczyni państwa był zamknięty dla mediów. Prawnikom Suu Kyi nie pozwalano występować publicznie, ani rozmawiać z mediami.