Poseł PiS Jerzy Materna zachorował na COVID-19 razem z żoną. Parlamentarzysta wrócił do zdrowia, ale jego małżonka zmarła. Oboje byli niezaszczepieni.

- Mieliśmy dużo wątpliwości. Myślałem, że to wszystko łatwo przejdzie. Jeżeli chodzi o szczepionki, było to za mało przekonujące. Na początku mówiono, że szczepionka ochroni przed wszystkim - powiedział w rozmowie z RMF FM.

Poseł powiedział, że przez 8 dni znajdował się pod respiratorem. Po wybudzeniu był wspomagany tlenem.

Czytaj więcej

Nowy raport w sprawie koronawirusa. Trzeci dzień z rzędu ponad 500 ofiar

Zapytany, czy po swoim dramacie zmienił stanowisko w sprawie szczepień, odpowiedział, że tak. - Po wielkiej dyskusji z fachowcami, lekarzami. Przekonało mnie to, że zaszczepieni łatwiej przechodzą zakażenie. Jeżeli zostałbym zakażony drugi raz, wiem, że czegoś takiego bym nie przeżył - mówił.

- Trudno mi było się otworzyć, ale jeżeli mogę przekonać jedną osobę do tego, by się zaszczepiła. Niech (słuchacze - red.) przemyślą dogłębnie i zaszczepią się - dodał.

- To jest jedyna nadzieja, że możemy ocalić rodzinę. Mamy dużo wątpliwości, ale jedno, co jest przekonujące, to widzimy inne państwa, jak Izrael, że przechodzą to łagodnie - nie trafiają do szpitala czy pod respirator. Wiemy dziś z badań, że w większości ludzie pod respiratorami są niezaszczepieni - przekonywał.