Państwa członkowskie już wcześniej zdecydowały o nałożeniu sankcji na kilka białoruskich podmiotów, a w środę wysocy rangą wysłannicy zatwierdzili listę przygotowaną przez Komisję Europejską.

Według jednego z urzędników, na liście znalazło się 17 urzędników i 11 firm lub organów. Oczekuje się, że ministrowie UE formalnie ratyfikują tę decyzję w czwartek.

Również w środę Stany Zjednoczone poinformowały, że ogłoszą nowe sankcje wobec Białorusi.

- Sądzę, że bardzo szybko zobaczycie pakiet sankcji, który został skoordynowany między USA i UE - powiedział urzędnik Departamentu Stanu USA.

Na marginesie wizyty sekretarza stanu USA Antony'ego Blinkena w Szwecji, urzędnik przekazał, że sankcje mogą zostać nałożone już w tym tygodniu.

Czytaj więcej

Łukaszenko: Mamy już rosyjski system rakietowy S-400

Unia Europejska nałożyła już sankcje na 166 osób i organów, w tym Łukaszenkę i jego dwóch synów, w związku z tłumieniem protestów po spornej reelekcji w 2020 roku.

Władze państw zachodnich odmówiły uznania wyniku głosowania, argumentując, że zostało ono sfałszowane, ale Łukaszenko zachował poparcie prezydenta Rosji Władimira Putina.

W czerwcu Bruksela nałożyła sankcje gospodarcze na kluczowe sektory białoruskiej gospodarki - potaż, ropę i tytoń - oraz zakazała białoruskim liniom lotniczym wstępu do swojej przestrzeni powietrznej.

Odpowiedzią władz Białorusi miało być zachęcenie tysięcy migrantów - głównie Syryjczyków, Irakijczyków i Jemeńczyków - do przylotu do Mińska i udania się w kierunku granic UE. Łukaszenko zaprzecza, że jest odpowiedzialny za ten napływ.