Imigranci przekraczający granicę białorusko-litewską przez lasy, pola i bagna nie będą mieli prawnej możliwości złożenia wniosku o udzielenie ochrony międzynarodowej. Nowelizacja odpowiedniej ustawy niedługo ma zostać zatwierdzona przez litewski Sejm. Poinformował o tym szef dyplomacji Gabrielius Landsbergis, cytowany przez portal Delfi. W świetle nowego prawa wniosek o ochronę można będzie złożyć w litewskich placówkach dyplomatycznych, na przejściach granicznych lub w departamencie imigracyjnym, pod warunkiem że przekroczenie litewskiej granicy było legalne.

Problem jednak polega na tym, że białoruska strona przez przejścia graniczne wypuszcza wyłącznie obywateli UE lub osoby mające prawo pracy czy pobytu na Litwie, w Polsce czy na Łotwie. Innej możliwości przekroczenia zachodniej granicy Białorusi nie ma. Mogą więc zasypać litewską ambasadę w Mińsku wnioskami, ale nie wiadomo, ile będą musieli koczować na Białorusi i czy w ogóle otrzymają zgodę. A w ciągu roku litewską granicę nielegalnie przekroczyło już ponad 4100 osób. Poza tym około 2200 osób cofnięto z powrotem prosto na granicy. Dalszy los tych ludzi na Białorusi jest nieznany.

Na Litwie, podobnie jak w Polsce (z danych Straży Granicznej wynika, że setkom imigrantów codziennie uniemożliwia się przekroczenie wschodniej granicy) trwa dyskusja: czy walka z „agresją hybrydową Łukaszenki" jest zgodna z prawem międzynarodowym. W świetle konwencji genewskiej z 1951 roku każda osoba ubiegająca się o ochronę międzynarodową ma prawo do złożenia takiego wniosku na terenie kraju, w którym przebywa. Białoruś uniemożliwia tym ludziom złożenie takiego wniosku, kierując ich bezpośrednio na granicę z UE.

Łukaszenko spalił już ostatnie mosty i zmobilizował przeciwko sobie Zachód

Franak Wiaczorka, doradca Swiatłany Cichanouskiej ds. międzynarodowych

– Na Litwie nie ma konsensusu w tej sprawie, prawnicy zarzucają rządowi łamanie prawa międzynarodowego. Tu nie ma jeszcze retoryki węgierskiej czy greckiej wobec imigrantów, rząd improwizuje i wygląda na to, że nie ma żadnej koncepcji – mówi „Rzeczpospolitej" prof. Šarunas Liekis, politolog z uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie. – W pewnym sensie Łukaszenko osiągnął swój cel. Zarówno na Litwie, jak i w Polsce dominuje temat kryzysu migracyjnego, a nie demokratyzacji Białorusi czy obalenia reżimu w Mińsku – dodaje.

W wileńskim biurze liderki białoruskiej opozycji demokratycznej Swiatłany Cichanouskiej nie mają wątpliwości, że Mińsk odpowiada w ten sposób na litewskie i polskie poparcie przeciwników reżimu.

– Łukaszenko mści się tak, jak umie. Granica z Unią Europejską pozostaje jedynym jego narzędziem, poprzez które próbuje prowokować, straszyć i manipulować – mówi „Rzeczpospolitej" Franak Wiaczorka, doradca Cichanouskiej ds. międzynarodowych. – Spalił już ostatnie mosty i zmobilizował przeciwko sobie Zachód – dodaje.