Na pytanie dziennikarza, dlaczego Orban mówi o inwazji imigrantów w sytuacji, gdy obecnie nie ma prawie w ogóle imigrantów na Węgrzech, premier odpowiedział: Przyjedźcie na granicę (Węgier - red.).

- Byłem na granicy, tam nikogo nie ma - odpowiada dziennikarz.

Orban replikuje: Ponieważ jest granica.

- Więc dlaczego mówi pan o inwazji? - dopytuje dziennikarz.

- Inwazja musi być zatrzymana - odpowiada Orban.

W czasie szczytu UE uzgodniła reformę polityki migracyjnej. W porozumieniu nie ma mowy o obowiązkowych kwotach i relokacji uchodźców, co polski rząd przedstawił jako sukces Polski, która - podobnie jak Węgry - sprzeciwiała się przymusowemu przyjmowaniu imigrantów. Kraje UE zgodziły się co do tego, że imigranci mają trafiać do specjalnych ośrodków dla uchodźców, które mają działać w "krajach tranzytu" (choć nazwy tych krajów się nie pojawiały, chodzi o Grecję, a także Libię). To tam miałoby dojść do oddzielania uchodźców od imigrantów ekonomicznych.

Orban, podobnie jak polski rząd, jest zwolennikiem wzmacniania granic UE i zablokowania fali uchodźców napływających do Europy. Aby powstrzymać napływ uchodźców na Węgry (były traktowane przez imigrantów jako kraj tranzytowy w drodze do Niemiec i Austrii), Orban umocnił południowe granice kraju m.in. budując na nich ogrodzenia.