Na wiosnę wydawało się, że chadecka CDU/CSU będzie miała tylko jeden problem – czy na koalicjanta wybrać Zielonych, co byłoby wielką, ale już przemyślaną zmianą na scenie federalnej, czy też zdecydować się na innych, od dawna znanych partnerów.

Teraz partia, której kandydatem na przejęcie urzędu kanclerza po Angeli Merkel jest Laschet, musi drżeć o to, czy w ogóle pozostanie u władzy. Po pierwsze – sondaże dają jej co prawda zwycięstwo, ale ze znacznie mniejszą niż kilka miesięcy temu przewagą. Po drugie – pokazują, że do uzyskania większości mandatów w Bundestagu potrzebna będzie koalicja trzech partii. I nie musi to być koalicja z udziałem CDU/CSU.

Nawet konserwatywny „Bild" podkreślił w niedzielę, że szansę na to, by zostać kanclerzem, ma Olaf Scholz, wybraniec socjaldemokratycznej SPD, obecnie wicekanclerz.

Gdyby odbywały się wybory na kanclerza, to Scholz by je zdecydowanie wygrał. I z dołującym w sondażach Laschetem, i kandydatką Zielonych Annaleną Baerbock. Lascheta nie widzi w roli szefa rządu federalnego nawet połowa zwolenników CDU/CSU.

Scholz może zostać kanclerzem, jeżeli SPD zajmie drugie miejsce za CDU/CSU i utworzy rząd z Zielonymi i liberalną FDP. Według kilku ostatnich sondaży taka koalicja uzyska większość mandatów.

Parę miesięcy temu chadecy mieli ponad 30 proc. poparcia i kilkanaście punktów proc. przewagi nad najgroźniejszymi rywalami. W sierpniu, po wpadkach wizerunkowych w czasie lipcowej powodzi, uzyskują od 22 do 27 proc. Zieloni 18–22 proc., SPD zazwyczaj 18 proc., a FDP 12–13 proc. Skrajnie prawicowa AfD, z którą nikt nie chce rządzić, ma 10-11 proc.