5 czerwca tego roku Głębocki, poseł Prawa i Sprawiedliwości, został mianowany przez prezydenta Andrzeja Dudę ambasadorem RP we Włoszech.

Zgodnie z art. 247 ust. 1 pkt 6 Kodeksu wyborczego, funkcji ambasadora nie można łączyć ze sprawowaniem mandatu poselskiego.

Dwa kolejne artykuły Kodeksu wyborczego precyzują dalsze kroki podejmowane w takich przypadkach. Zgodnie z art. 247 pkt. 7 par. 5 "wygaśnięcie  mandatu  posła  powołanego  lub  wybranego  w czasie
kadencji na stanowisko lub funkcję [których łączyć nie można - red.] następuje z dniem powołania lub wybrania".

Zgodnie zaś z art. 249 ust. 1 tego samego Kodeksu wyborczego "wygaśnięcie mandatu posła niezwłocznie stwierdza Marszałek Sejmu w drodze postanowienia". 

Takie postanowienie marszałek Marek Kuchciński wydał dopiero 2 lipca. Z datą wsteczną - 5 czerwca.

"Stwierdzam wygaśnięcie, z dniem 5 czerwca 2018 roku, mandatu posła Konrada Zygmunta Głębockiego" - cytuje treść dokumentu TVN24.

Zdaniem konstytucjonalistów mandat posła mianowanego na stanowisko ambasadora wygasa w chwili mianowania, a nie w chwili  postanowienia marszałka o wygaśnięciu mandatu.

Tymczasem Konrad Głębocki już po 5 czerwca, czyli po ogłoszeniu przez prezydenta jego mianowania, uczestniczył w Sejmie w 175  głosowaniach - 6 czerwca w 23, 7 czerwca w 69, 15 czerwca - w 83.

Oznacza to naruszenie prawa przez marszałka Sejmu, który dopuścił do głosowania osobę nieuprawnioną.

Centrum Informacyjne Sejmu tłumaczy, że Konrad Głębocki informację o mianowaniu go ambasadorem we Włoszech otrzymał dopiero 19 czerwca. Jego udział w głosowaniach, mimo że po wygaśnięciu mandatu poselskiego, należy potraktować jako aktywność "parlamentarzysty urzędującego w dobrej wierze".

Udział Głębockiego w głosowaniach nie jest rozstrzygający, więc nie będzie miało żadnych konsekwencji. Polskie prawo nie przewiduje również konsekwencji dla marszałka Sejmu, który popełnił bad dopuszczając posła, którego mandat wygasł, do głosowania.