Emmanuel Riviere, szef największego ośrodka badania opinii publicznej Kantar Public, wskazuje w rozmowie z „Rzeczpospolitą" na dwa główne powody załamania poparcia dla Emmanuela Macrona. Pierwszy to brak wymiernych wyników jego polityki. Bezrobocie (9,2 proc. wobec 3,5 proc. w Polsce) pozostaje najwyższe w Unii poza Grecją i Hiszpanią, a rząd spodziewa się w tym roku jedynie wzrostu gospodarki o 1,7 proc., trzy razy mniej niż w Polsce. Kraj pozostaje przy tym mało konkurencyjny: podczas gdy Niemcy notują rekordową nadwyżkę handlową, Francja w pierwszej połowie tego roku miała 33 mld euro deficytu w wymianie z zagranicą.

Drugim powodem załamania notowań Macrona jest narastające przekonanie Francuzów, że wybrali do Pałacu Elizejskiego „prezydenta bogatych". Czarę goryczy przelała decyzja o zniesieniu automatycznego indeksowania emerytur, choć to starsi wyborcy zmobilizowali się w maju 2016 r., aby wybrać na najwyższy urząd w państwie przywódcę En Marche! Do tego dochodzi styl życia pary prezydenckiej, który nie ma wiele wspólnego z codziennymi doświadczeniami przeciętnych Francuzów. Szerokim echem odbiła się np. budowa basenu w rządowej rezydencji w Bregancon na Lazurowym Wybrzeżu, którą prezydent chce przemienić w rodzaj francuskiego Camp David.

Sondaż Ifop pokazuje, że według 78 proc. ankietowanych Macron nie rozumie problemów przeciętnych Francuzów, 68 proc. uważa, że nie prowadzi on skutecznej polityki gospodarczej, 65 proc. wątpi, aby prezydent miał wizję przyszłości kraju, a 53 proc. mówi, że Macron nie zdołał „odnowić" sposobu sprawowania najwyższej funkcji w państwie. Macron zdołał przekonać większość (54 proc.) ankietowanych, tylko gdy idzie o zdolność do obrony interesów Francji za granicą.

Ale nie tylko problemy strukturalne złożyły się na takie załamanie notowań młodego przywódcy. Miał też tego lata pecha. Dwa tygodnie temu na antenie radia France Inter dymisję złożył najpopularniejszy z ministrów rządu Nicolas Hulot. Były prowadzący popularny telewizyjny program krajoznawczy „Ushuaia" powiedział, że nie może już dłużej znosić, jak prezydent ulega różnym lobby antyekologicznym, ostatnio myśliwych.

Wcześniej światło na sposób funkcjonowania Pałacu Elizejskiego rzuciła afera związana z byłym ochroniarzem prezydenta, a potem jego doradcą ds. bezpieczeństwa Alexandrem Benallą. Przyłapany przez dziennikarzy „Le Monde" na bójkach na ulicach Paryża, był długo broniony przez Macrona. Teraz specjalna komisja Senatu ma wyjaśnić przyczyny jego niezwykłej kariery i ustalić, czy plotki o związanych z tym skandalach obyczajowych na szczytach władzy mają jakieś potwierdzenie w faktach.

Wobec takiego załamania notowań prezydent po raz pierwszy zaczął się wahać. Przez dziesięć dni nie było wiadomo, czy wprowadzi od 1 stycznia 2019 r. wielką reformę podatkową. W końcu zdecydował się podjąć związane z tym ryzyko: z nowym rokiem Francuzi, jak to jest od lat w Polsce, od razu będą otrzymywali pensje pomniejszone o należność dla fiskusa i przestaną płacić wszystkie zobowiązania dla urzędu skarbowego dopiero na koniec roku. Na pięć miesięcy przed wyborami europejskimi taki szok może jednak jeszcze bardziej zaszkodzić notowaniom partii prezydenta En Marche!

W czerwcu ub.r. to ugrupowanie wygrało wybory parlamentarne z 32,3 proc. głosów, ale dziś może już tylko liczyć na 20 proc. Mimo to wciąż pozostaje w sondażach największą siłą kraju, bo opozycja pozostaje niezwykle rozbita.

Francuzi, tradycyjnie przywiązani do wielkiej roli swojego kraju za granicą, źle przyjmują także porażkę planów prezydenta wielkiej reformy Unii. Wobec osłabienia pozycji Angeli Merkel Macron nie znalazł jednak partnera dla tego wielkiego przedsięwzięcia.