Asystentem PiS w tej komisji śledczej do niedawna był Piotr Bączek, członek komisji weryfikacyjnej WSI. Musiał zrezygnować, gdy zawieszono mu certyfikat dostępu do informacji tajnych w związku ze śledztwem w sprawie domniemanej korupcji w komisji weryfikacyjnej.
W ubiegły poniedziałek PiS zgłosiło na jego miejsce Bartosza Kownackiego. Do dziś Kancelaria Sejmu nie podpisała z nim umowy.
– Nie mamy asystenta, utrudnia nam się pracę pod pozorem konieczności przedstawienia CV i podania – skarży się Mularczyk.
Asystenci mają przeglądać dokumenty komisji – to ponad 500 tomów akt, 200 z informacjami niejawnymi i tajnymi. Dlatego muszą mieć poświadczenie dostępu do informacji niejawnych.
– Nie wyobrażam sobie pracy w komisji bez pomocy asystenta – mówi “Rz” Mieczysław Łuczak (PSL), wiceprzewodniczący komisji.
Posłowie PO mają trzech asystentów, ludowcy – jednego. Lewicy pomaga Jerzy Kucharenko, były oficer SB i UOP.
– Przesłałem w ubiegłym tygodniu dokumenty, nadal nie podpisano ze mną umowy – mówi Kownacki.
Kancelaria Sejmu zapewnia, że procedura wobec niego nie różni się od tej, którą stosowano wobec innych kandydatów.
– Decyzję podjęło Prezydium Sejmu na posiedzeniu 23 stycznia – w najszybszym możliwym terminie – wyjaśnia Krzysztof Luft, szef biura prasowego Sejmu. Przekonuje, że ta informacja od razu trafiła do Klubu PiS. Ale przyznaje, że kancelaria skontaktowała się z Kownackim dopiero we wtorek. Tuż po tym, gdy sprawą zainteresowała się “Rz”.
– Nadal nie jestem zatwierdzony. Teraz poproszono mnie o podanie z podpisem Kurskiego. To oznacza kolejny tydzień zwłoki – mówi Kownacki. – Nie wiem, czy to celowe działanie, czy niekompetencja urzędników.