– Za rządów Janusza Palikota w Platformie dokonał się głęboki podział, który utrudniał nam życie. To porozumienie jest gwarantem, że hasło „zgoda buduje” faktycznie się dokonało – stwierdził w sobotę Żmijan. Jeszcze przed głosowaniem, w którym wybrano go na przewodniczącego regionu PO na Lubelszczyźnie, ogłosił, że do zarządu lubelskiej Platformy wróci usunięty przez Palikota poseł Włodzimierz Karpiński.
Przyspieszone wybory w regionalnych strukturach PO to właśnie efekt odejścia z partii Janusza Palikota, który prawie pięć lat stał na czele lubelskiej Platformy.
Początkowo o fotel szefa Stanisław Żmijan, kojarzony z obozem premiera Donalda Tuska, a do niedawna bliski współpracownik Palikota, miał rywalizować z Karpińskim (przedstawiciel frakcji bliskiej marszałkowi Sejmu Grzegorzowi Schetynie). Taki scenariusz miał być dla Karpińskiego rewanżem za jego przegraną z Palikotem w ubiegłorocznych wyborach szefa regionu.
Jednak tuż przed sobotnim głosowaniem w ścisłym gronie władz lubelskiej PO zapadła decyzja o pojednaniu.
– Uznaliśmy, że zagrożeniem dla Platformy jest sama Platforma – mówił w kuluarach jeden z uczestników tego spotkania.
Dlatego w auli Uniwersytetu Medycznego w Lublinie żaden z działaczy nie wystawił kandydatury Karpińskiego.
– Czasami warto zrobić krok do tyłu, bo jest coś ważniejszego niż ambicja. Tym czymś jest dobro Lubelszczyzny – wyjaśniał dziennikarzom Włodzimierz Karpiński. – Janusz Palikot pozostawił w PO skazę, którą bym nazwał zerwaniem nici współpracy, i to trzeba nadrobić – tłumaczył.
Dodał, że z takiego rozwiązania zadowolone są centralne władze partii: – Dostałem gratulacje od Pawła Grasia (rzecznika rządu – red.) za dojrzałą decyzję i odpowiedzialność.
Ostatecznie w szranki ze Żmijanem stanął Krzysztof Szewczyk, działacz PO z Lublina, nieznany nawet części delegatów. – Ta kandydatura nie wywołała strachu w moich oczach – stwierdził Żmijan, który w głosowaniu uzyskał miażdżącą przewagę (304 do 20 głosów).