Wczorajsza sześciogodzinna debata nad prezydencką nowelizacją prawa o zgromadzeniach publicznych pokazuje, że losy tego dokumentu będą niepewne do ostatniej chwili.
Szef Kancelarii Prezydenta Jacek Michałowski przekonywał, że przepisy mają chronić pokojowo nastawionych demonstrantów przed chuliganami i pomóc samorządom zapanować nad tym, co dzieje się na ulicach w czasie pikiet.
Nie zgadzają się z tym senatorowie PiS, niezależni oraz część senatorów PO, którzy przekonują, że ustawa jest zła. – Komu w Warszawie nie podobają się demonstracje, niech się z niej wyprowadzi – mówił senator Kazimierz Kutz, dodając, że projekt jest kompromitacją urzędu prezydenta.
Do odrzucenia ustawy wzywał też senator Włodzimierz Cimoszewicz, argumentując, że powstał on za szybko i bez przeprowadzenia konsultacji.
– Błąd założycielski nowelizacji tkwi m.in. w próbie przerzucenia obowiązków państwa na organizatorów zgromadzeń – mówił Józef Pinior (PO).
– Na pewno duch tej inicjatywy jest godny poparcia – mówił senator Piotr Zientarski (PO). Dodawał, że przyjęcie zmian nie wyklucza potrzeby przygotowania przez Senat w najbliższych miesiącach projektu kompleksowej i pełnej nowelizacji prawa o zgromadzeniach.
Pomysł przygotowania nowelizacji powstał po zeszłorocznych zajściach w stolicy w związku z obchodami Święta Niepodległości 11 listopada. Przyjęta w czerwcu przez Sejm nowelizacja daje możliwość zakazania organizacji dwóch lub więcej zgromadzeń w tym samym miejscu i czasie, jeśli może to prowadzić do naruszenia porządku. Ponadto wydłuża termin na składanie zawiadomienia o planowanym zgromadzeniu z trzech do sześciu dni przed tym zgromadzeniem.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Odrzucenia ustawy domagają się organizacje pozarządowe. Opowiedziały się też za tym dwie senackie komisje. Głosowanie dzisiaj.