To największe po indyjskich wybory parlamentarne na świecie. Od czwartku do niedzieli obywatele 28 państw UE wybierali swoich przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego na kolejną pięcioletnią kadencję. Będzie ich 751, w tym dla Polski 51.
Pierwsza całościowa prognoza dla całej UE miała być opublikowana w nocy z niedzieli na poniedziałek. Wcześniej znane były tylko nieoficjalne szacunkowe dane z tych krajów, gdzie wybory już się zakończyły.
Rekordowa frekwencja
Wiadomo więc, że w Holandii nieoczekiwanie wygrali socjaliści, co zostało uznane za efekt Fransa Timmermansa prowadzącego bardzo aktywną kampanię jako czołowy kandydat europejskich socjalistów. W Austrii spektakularne zwycięstwo odniosła partia premiera Sebastiana Kurza, po tym jak koalicyjna nacjonalistyczna Partia Wolnościowa skompromitowała się na nagraniach jej lidera negocjującego z podstawioną Rosjanką.
W Irlandii świetny wynik Zielonych i dobry rządzących chadeków pod wodzą premiera Leo Varadkara, podobnie w Niemczech, gdzie wygrała rządząca CDU–CSU, a za nią znaleźli się Zieloni. W Belgii prawdopodobny wielki sukces flamandzkich nacjonalistów. Oczekiwane trzęsienie ziemi w Wielkiej Brytanii, gdzie premier Theresa May podała się do dymisji w reakcji na katastrofalne notowania jej Partii Konserwatywnej.
W większości krajów frekwencja była wyższa niż pięć lat temu.
Z cząstkowych wyników nie wyłaniał się jeszcze całościowy obraz, ale z przedwyborczych sondaży wiadomo było, że Parlament Europejski będzie bardziej rozdrobniony niż zwykle.
Bez lidera
Żadna z sił politycznych nie miała dostać więcej niż 25 proc. głosów. Chadecy mieli być na czele, przed socjalistami, co oznacza, że do koalicji decydującej najpierw o obsadzie najwyższych stanowisk w UE, a potem o kierunku rozwoju Unii, potrzebowaliby jeszcze przynajmniej jednej lub dwóch partii. Najbardziej logiczni partnerzy to liberałowie i Zieloni.
Z dużą uwagą oczekiwano wyników poparcia partii eurosceptycznych. Według sondaży w sumie ich siła nie przekroczyłaby 30 proc. Co więcej, utworzą oni przynajmniej dwie lub nawet trzy grupy w PE, co znacznie zmniejszy ich możliwość realnego wpływu na kierunek Unii.
Pierwsza analiza układu sił w nowym Parlamencie Europejskim i możliwych sojuszy już w poniedziałek. We wtorek natomiast wybory oceni szczyt UE, który ma przeprowadzić pierwszą poważną dyskusję o obsadzie najwyższych stanowisk w UE, w tym o następcach Donalda Tuska i Jeana-Claude'a Junckera.