Reklama

Zapomniany rejestr korzyści

Znaczna część rządu nie złożyła na czas deklaracji m.in. o darowiznach. Opozycja mówi o „arogancji władzy".

Aktualizacja: 24.10.2014 09:08 Publikacja: 24.10.2014 03:00

Nie wpłynęły na czas deklaracje czworga z tych osób: premier Ewy Kopacz oraz stojących bezpośrednio

Nie wpłynęły na czas deklaracje czworga z tych osób: premier Ewy Kopacz oraz stojących bezpośrednio za nią wicepremiera Janusza Piechocińskiego, ministra sprawiedliwości Cezarego Grabarczyka i minister kultury Małgorzaty Omilanowskiej. Na zdjęciu podczas prezentacji nowego rządu 19 września także (od lewej) szefowie resortów skarbu Włodzimierz Karpiński, finansów Mateusz Szczurek, spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna i spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska

Foto: Fotorzepa/Jerzy Dudek

Do prowadzenia rejestrów korzyści są zobowiązani najwyżsi rangą urzędnicy. Muszą wpisywać do nich informacje m.in. o darowiznach i stanowiskach, nawet pełnionych honorowo. Ustawa przewiduje, że „wszystkie zmiany danych objętych rejestrem należy zgłosić nie później niż w ciągu 30 dni od dnia ich zaistnienia". Obowiązek dotyczy również ministrów.

Rząd Ewy Kopacz został zaprzysiężony 22 września, a 30-dniowy termin upłynął w środę. Do tego czasu rejestr powinni uzupełnić wszyscy członkowie gabinetu, nawet ci, którzy pracowali wcześniej w rządzie Donalda Tuska. Obowiązku nie wypełniła jednak znaczna ich część.

Lawina deklaracji

Jaka? W dniu upływu terminu na stronach internetowych Państwowej Komisji Wyborczej, która publikuje rejestry, brakowało oświadczeń dziewięciu ministrów, czyli niemal połowy rządu. Oświadczeń złożyć nie mieli m.in. premier Ewa Kopacz i dwóch wicepremierów: Janusz Piechociński i Tomasz Siemoniak. – Strona internetowa odzwierciedla stan faktyczny, a deklaracje są zamieszczane na bieżąco – informował Grzegorz Gąsior z Krajowego Biura Wyborczego.

Wczoraj, gdy po upływie terminu wysłaliśmy pytania do ministrów, którzy nie złożyli wpisów, wokół rejestrów zaczęły dziać się dziwne rzeczy.

Do komisji napłynęło nagle aż sześć deklaracji: Kopacz, Siemoniaka, Piechocińskiego oraz szefów resortu infrastruktury Marii Wasiak, pracy Władysława Kosiniaka-Kamysza i nauki Leny Kolarskiej-Bobińskiej. O tym, że zgłoszenie Małgorzaty Omilanowskiej zostanie „pilnie przesłane do PKW", poinformowało nas z kolei Ministerstwo Kultury.

Reklama
Reklama

– Za datę zgłoszenia uznajemy datę wpływu do naszej kancelarii – informuje Grzegorz Gąsior. Jednak część ministrów, których oświadczenia wpłynęły do PKW już po terminie, twierdzi, że obowiązek wypełniło. – Pani premier deklarację uzupełniła w ostatnim dniu terminu – zapewniła nas rzecznik rządu Iwona Sulik. Podobne informacje dostaliśmy od rzeczników Piechocińskiego, Siemoniaka, Wasiak i ministra sprawiedliwości Cezarego Grabarczyka.

Wiceprezes PiS Beata Szydło mówi, że niezależnie od tego, ilu dokładnie członków rządu przekroczyło termin, sprawa świadczy o „niefrasobliwości i arogancji władzy". – Ministrowie powinni stać na straży prawa, jednak pod rządami PO-PSL wszystkie instytucje zaczynają zawodzić – mówi posłanka.

Wadliwe przepisy

Dlaczego wielu ministrów się spóźniło? Łukasz Szelecki z resortu nauki tłumaczy to „błędem urzędnika, wobec którego zostaną wyciągnięte konsekwencje". Ministerstwo Infrastruktury pisze, że „zbada proces przekazywania dokumentu". Resorty gospodarki i pracy zaś interpretują przepisy tak, że 30-dniowy termin dotyczy jedynie aktualizacji danych objętych rejestrem, a nie pierwszego zgłoszenia.

Była minister ds. walki z korupcją Julia Pitera z PO mówi jednak, że problemy wynikają przede wszystkim ze źle skonstruowanego prawa. – Przepisy są nieegzekwowalne, bo za niezłożenie wpisu do rejestru nie przewidziano żadnych sankcji. Nic nie grozi też za przekroczenie terminu. Dlatego o rejestrze tak łatwo zapomnieć – tłumaczy.

Rejestry korzyści wprowadziła tzw. ustawa antykorupcyjna z 1997 roku i od początku były z nimi kłopoty. Ministrowie wpisują do nich m.in. otrzymywane od kolegów z zagranicy prezenty, jednak zdarzało się im zapominać o wypełnieniu innych rubryk. Przykładowo: w 2007 roku „Newsweek" wytknął ówczesnemu premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, że nie przyznał się w rejestrze korzyści do zasiadania w radach dwóch fundacji.

Nie odpowiedział za to. – W odróżnieniu od oświadczeń majątkowych nikt nie sprawdza danych w rejestrach – mówi Julia Pitera.

Reklama
Reklama

Jako pełnomocniczka rządu proponowała, by prowadzeniem rejestrów korzyści i ich kontrolą zajęło się CBA. Jej pomysł upadł, a Bożena Szydło uważa, że rząd Ewy Kopacz, który sam ma problem z wpisami do rejestru, powinien teraz uszczegółowić przepisy.

– Rejestr ma przecież służyć przejrzystości władzy – przypomina. – Jednak zapewne politycy PO i PSL zamiotą sprawę pod dywan i uznają, że nic się nie stało.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Polityka
Czy Rafał Brzoska wejdzie do polskiej polityki? Ustalenia „Rzeczpospolitej”
Polityka
Donald Tusk: Ta noc pokazała, jak ważny jest program SAFE
Polityka
Prezydenta Karola Nawrockiego nie będzie na Radzie Pokoju. Wiadomo, kto go zastąpi
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama