Podczas minuty ciszy, którą Parlament Europejski uczcił pamięć ofiar zamachu terrorystycznego w Paryżu, a europosłowie trzymali w rękach kartki z napisem "Je suis Charlie", Korwin-Mikke napisał na swoim laptopie: "Nie jestem Charlie. Jestem za karą śmierci".

- Jestem anty-Charlie. gdyby ci terroryści wpadli do redakcji i przyłożyli każdemu redaktorowi dwanaście batów na goły tyłek, a naczelnemu dwa razy tyle, biłbym im brawo - tłumaczył Korwin-Mikke. - Oczywiście kara śmierci za to nie jest metodą dopuszczalną w myśl pojęć europejskich. Ale podkreślam: Bycie w tej redakcji to wstyd.

Korwin mówił dalej, że pisanie "Je suis Charlie" jest "jak zgniła lewica, która chce na fali tego zdarzenia wyrabiać popularność".

Podkreślił, że "Charlie Hebdo", tygodnik, którego nakład wynosił dotąd 35 tysięcy egzemplarzy, teraz ukaże się w nakładzie milionowym. - Zarabiają na tym pieniądze - mówił Korwin-Mikke.

Zwrócił uwagę na charakter tygodnika. - Te bluźnierstwa, które się tam ukazywały... - mówił, przypominając jedną z okładem periodyku, przedstawiającą homoseksualny stosunek Trójcy Świętej. - Z punktu widzenia muzułmanina Jezus Chrystus jest prorokiem tego samego Boga, w którego wierzą i oni - argumentował europoseł. Uznał, że nie tylko katolika, ale i muzułmanina taka okładka powinna oburzyć.

Pytany o to, czy jego kontrowersyjna deklaracja ma być symbolem braku solidarności z pogrążonymi w żałobie Francuzami, Korwin-Mikke odparł, że uważa, iż atak na "Charlie Hebdo" był atakiem na niedopuszczalne publikacje. Według niego redaktorzy pisma nie byli bojownikami o wolność słowa, a jedynie chcieli zniszczyć i ośmieszyć wartości europejskie.

Korwin-Mikke przytoczył słowa Marka Magierowskiego, który w "Rzeczpospolitej" napisał, że "członkowie redakcji „Charlie Hebdo" (...) nie zajmowali się niczym innym jak tylko podważaniem, deptaniem, wyśmiewaniem wszystkich możliwych wartości".

- Dlatego nie można być jednocześnie Europejczykiem i popierać "Charlie" - podsumował Korwin-Mikke.