- Przecenia się umiejętności Kamińskiego. On jest bardzo cynicznym zawodnikiem. Mówi się, że jednak skutecznym, ale tego akurat nie widzę, kiedy oceniam obecną sytuację premier Ewy Kopacz. Zresztą, wysoka ocena pracy Kamińskiego na rzecz PiS to przesada. Cały sztab pracował na sukces, a to że Kamiński oraz Adam Bielan wiedzieli, kiedy stanąć za Kaczyńskim i zrobić sobie z nim zdjęcie - sprytne. Zresztą, po ostatnim starcie w wyborach samego Kamińskiego widać tę jego "skuteczność" - dodał, odnosząc się do porażki Michała Kamińskiego, który w 2014 r. starał się o mandat w Parlamencie Europejskim.
Monika Olejnik nawiązała w rozmowie do niedawnego spotkania Hofmana z prezesem Kaczyńskim. - Chciałbym na ten temat milczeć, prezes to mówi, ja milczę - uciął Hofman. Prowadząca program nie ustępowała. Były rzecznik prasowy nie chciał odpowiedzieć na pytanie dotyczące tematu ich rozmowy. - Ja szanuję bardzo Jarosława Kaczyńskiego, zawsze szanowałem, mogłem się wiele od niego nauczyć, także miło także nawet na korytarzu na siebie wpaść - zakończył temat.
Jeszcze trochę i prezydent będzie z Gronkiewicz-Waltz tęczę podpalał
Hofman skrytykował zwrot Bronisława Komorowskiego w sprawie budowy pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej w centrum Warszawy. – Jeszcze trochę i razem z Hanną Gronkiewicz-Waltz będzie tęczę podpalał! – drwił były rzecznik Prawa i Sprawiedliwości, powołując się na internetowe żarty.
Czytaj także: Komorowski: Pomnik może powstać w godnym miejscu
Hofman przypominał, że wielokrotnie przedstawiciele Kancelarii Prezydenta mówili, że sprawa pomnika jest „grą na trumnach". – Jeśli dołączył do „gry na trumnach", to jaką jeszcze metamorfozę może przejść? – pytał.
Monika Olejnik powiedziała, że prezydent nigdy kategorycznie nie wykluczył postawienia pomnika, ale Hanna Gronkiewicz-Waltz zawsze w odpowiedzi na pytanie o pomnik powoływała się na barometr opinii mieszkańców Warszawy. – Ja mówiłam „pomnik", ona mówiła „barometr" – opowiadała dziennikarka.
- Teraz barometr się stłukł. Niż przyszedł – komentował Hofman, który nazwał powrót do sprawy pomnika „czystym elementem kampanii".