W "Kontrwywiadzie" na antenie RMF FM Nałęcz stwierdził, że choć opinia szefa FBI nie zaważy na polsko-amerykańskich stosunkach, to na ich podstawie Polacy wyrobią sobie o nim zdanie. A skoro Comey wypowiedział słowa tak fałszywe historycznie - powinien za nie przeprosić.

- Czekamy na przeprosiny pana dyrektora - powiedział prezydencki doradca.

Nałęcz podkreślił, że dla Polski, kraju najbardziej dotkniętego wojną i okupacją, nie może być większej potwarzy niż posądzenie jej o współodpowiedzialność za Holokaust. Zauważył przy tym, że "wyostrzona polska reakcja" jest jednak w pewnym stopniu podyktowana gorącym przedwyborczym okresem.

Nałęcz uznał, że najbardziej zdecydowanie o słowach Jamesa Comeya wypowiedział się kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda. Tymczasem tego samego dnia, według Nałęcza, Duda uczestniczył we mszy, podczas której "kwiat PiS-u zachowuje się nie mniej głupio niż ten nieszczęśliwy - jeśli chodzi o prawdę historyczną - dyrektor FBI".

Pytany o uzasadnienie tego stwierdzenia Nałęcz odparł, że śpiewając tę pieśń elita PiS podkreśla, że żyje w zniewolonej Polsce. - Co by było, gdyby jakiś amerykański polityk powiedział, że Polska jest krajem zniewolonym? - pytał Tomasz Nałęcz.

Nałęcz przypomniał, że pieśń, o której mowa, ma dwie wersje. Tę ze słowami "Ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie" śpiewało się podczas zaborów czy w komunistycznej Polsce, która wtedy była rzeczywiście krajem zniewolonym. - Dziś, w wolnej Polsce, śpiewa się "Ojczyznę wolną pobłogosław Panie" - powiedział prof. Nałęcz.