Tak otwartej krytyki ze strony szefa rządu pod adresem drugiej największej religii kraju jeszcze nie było.
– Powinniśmy przeprowadzić debatę nie tylko nad stosunkami między islamem a resztą społeczeństwa, ale także musi zostać ona przeprowadzona w ramach samego islamu. Salafici stanowią około 1 proc. wszystkich muzułmanów żyjących w naszym kraju, ale tylko ich przesłanie, szczególnie w mediach społecznościowych, dociera do młodych. To jest bardzo aktywna mniejszość, która wygrywa bitwę ideologiczną i kulturalną w ramach islamu Francji – ostrzegł Valls.
We Francji żyje około 7 mln muzułmanów. To obok Niemiec największa społeczność wyznawców islamu w Unii.
Dalil Boubakeur, przewodniczący Francuskiej Rady Kultu Muzułmańskiego i rektor wielkiego meczetu Paryża, już kilka tygodni temu ostrzegał w rozmowie z „Rz", że francuskie władze przez lata tolerowały działalność wielu radykalnych imamów przybyłych z Arabii Saudyjskiej. To właśnie oni wypromowali we Francji salafizm. Zdaniem Boubakeura sukces radykalnej wersji islamu bierze się także z marginalizacji młodzieży wywodzącej się z rodzin imigranckich. Żyjąc w „trudnych przedmieściach", często bez dobrego wykształcenia i pracy, są podatni na radykalną ideologię, która nadaje im sens życia.
Zdaniem Manuela Vallsa odpowiedzią musi być odrodzenie ideologii republiki.
– Stajemy wobec kulturowego problemu w najszerszym tego słowa znaczeniu: porzuciliśmy batalie o republikę i o laickość – ostrzegł premier. Jego zdaniem wszystko zaczęło się od błędu popełnionego w 1989 r. w liceum w miejscowości Creil, gdzie trzy uczennice zostały wyrzucone ze szkoły, bo odmówiły zdjęcia islamskiej chusty w czasie zajęć szkolnych. W ten sposób, zamiast próbować zintegrować muzułmanki wokół wartości republiki, zostały one zepchnięte na margines społeczeństwa.
– Wybór, który został wówczas dokonany przez rząd i Sąd Najwyższy, oznaczał pójście drogą, która wydawała mi się i wciąż mi się wydaje niebezpieczna, bo oznacza zaostrzenie różnic w społeczeństwie i w konsekwencji cofanie się republiki – powiedział szef rządu.
Teraz Valls chce z całą konsekwencją wdrażać zakaz afiszowania symboli religijnych w miejscach publicznych.
– Zasłona muzułmańska nie jest elementem mody, tylko zniewolenia kobiety – podkreślił szef rządu, celowo unikając sprecyzowania, czy chodzi mu o hidżab (chustę muzułmańską) czy o nikab (zasłaniający całą twarz z wyjątkiem szpary na oczy).
Valls zapowiedział także radykalne zwiększenie środków na walkę z terroryzmem, rozstrzygając w ten sposób spór między ministrem sprawiedliwości, który dopomina się o nadzwyczajne fundusze na ten cel, a ministrem finansów, który uważa, że kraju nie stać na zwiększenie deficytu budżetowego. Już kilka tygodni temu prezydent François Hollande zapowiedział przeznaczenie 1 mld euro na walkę z terroryzmem islamskim.