W niecały rok po ogłoszeniu impeachmentu wobec poprzedniego szefa państwa zgłoszono już osiem formalnych wniosków o odwołanie nowego.

Wnioskodawcy zarzucają mu przyjmowanie łapówek. Ale Temer nie przyznaje się do winy. Tak jak jego poprzedniczka – choć po dwóch latach sprawowania władzy usunięto ją ze stanowiska za łamanie prawa budżetowego, ale oskarżano również o przyjmowanie i wręczanie łapówek.

– Nie ustąpię przed terminem – oświadczył jeszcze w czwartek prezydent. Ale od tego czasu brazylijskie media opublikowały nagranie, w którym prezydent omawia z jednym z bogatych biznesmenów wręczenie łapówki siedzącemu w więzieniu (również za łapówkarstwo) byłemu przewodniczącemu parlamentu Eduardo Cunho.

Cunha trafił za kratki w październiku ubiegłego roku. Prokuratura zarzuciła mu przyjęcie „co najmniej 40 milionów dolarów łapówki dla siebie i swoich sojuszników" i zażądała 184 lat więzienia. Parlamentarzysta dostał w końcu 15 lat, ale toczą się przeciw niemu jeszcze dwa postępowania. Za milczenie w jednym z nich miałby jakoby dostać pieniądze od urzędującego prezydenta.

– Bardzo niewiele osób wierzy, że Temer dotrwa do końca swojej kadencji – powiedział amerykańskiej telewizji CNBC ekspert Marcos Casarin. Jednak niedzielne manifestacje przeciw prezydentowi zebrały jednie po kilkaset osób w poszczególnych miastach. Głównie byli to zwolennicy usuniętej prezydent Rousseff, uważający obecnego szefa państwa za zdrajcę (będąc wiceprezydentem, odmówił jej pomocy w obronie przed procedurą impeachmentu).

Znacznie gwałtowniej zareagowały rynki. W ciągu jednego dnia po ujawnieniu nagrań Temera wartość akcji największego brazylijskiego przedsiębiorstwa, państwowego koncernu naftowego Petrobras, spadła o 20 proc.

Firma stała się ofiarą wszystkich rządowych skandali, gdyż większość łapówek przekazywanych sobie przez polityków pochodziła z kasy koncernu. Poza nim poważne kłopoty ma Banco do Brasil – największa i państwowa instytucja finansowa. Odnotowano masową wyprzedaż również innych brazylijskich aktywów.

Eksperci w dodatku podkreślają, że niedzielne manifestacje to dopiero początek wzbierającej fali niezadowolenia. Gospodarka kraju znajduje się w recesji, bezrobocie przekroczyło 13,7 proc. Przy tym prezydent Temer cieszy się jedynie 4-procentowym zaufaniem rodaków. – Zaufanie przychodzi wraz z nadzieją na rozwój – powiedział jeden z brazylijskich ekonomistów.

Tymczasem związki zawodowe wezwały do przeprowadzenia w piątek ogólnokrajowego strajku – pierwszego od 21 lat. Pracownicy mają protestować przeciw pakietowi reform przygotowanych przez Temera zmieniającego system emerytalny oraz uelastyczniającemu prawo pracy. Liberalni ekonomiści skupieni przy prezydencie uważają, że konieczna jest deregulacja brazylijskiej gospodarki, by wyjść z recesji i zmniejszyć bezrobocie. Pracownicy nie chcą jednak za to płacić, związki zawodowe zapowiadają, że strajk obejmie wszystkich: od komunikacji miejskiej, poprzez szkoły, a nawet szpitale.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej