To dla Lelia nowe doświadczenie: pierwszy film zrealizowany poza własnym krajem, w koprodukcji amerykańsko-brytyjskiej, w Londynie, w języku angielskim. Na dodatek toczący się w kręgu kultury ortodoksyjnych Żydów. Ale jedno się nie zmieniło: „Nieposłuszne" znów są opowieścią o kobietach.
Bohaterką jego „Glorii" z 2013 r. była pięćdziesięciokilkulatka, rozwódka z dorosłymi dziećmi, które dawno wyfrunęły z domu. Lelio opowiadał o jej samotności, desperackim szukaniu intensywności życia, ale też próbie zachowania własnej godności. W oscarowej „Fantastycznej kobiecie" znów mówił o miłości i godności – tym razem transwestytki, która musi stawić czoła rodzinie swojego zmarłego partnera. Pokonać własny ból po stracie ukochanego mężczyzny, ale też uporać się z niechęcią innych, ich nieumiejętnością zrozumienia inności.
„Nieposłuszne" są kolejną wariacją na temat prawa kobiet do bycia tym, kim chcą być. Lelio portretuje wziętą fotografkę, która po śmierci ojca-rabina wraca z Nowego Jorku do Londynu, do ortodoksyjnego środowiska, z którego kiedyś uciekła. W tym świecie jej postać spowija tabu, jest osobą niemal wyklętą. O pogrzebie ojca zawiadomiła ją – wbrew woli innych – dawna przyjaciółka. Jak się okazuje, wielka, młodzieńcza miłość, która dziś jest przykładną żoną kandydata na nowego rabina. Ich uczucie odżywa. Lelio przygląda się długo tłumionym, a nagle wybuchającym namiętnościom, ale i opresyjnemu społeczeństwu.
Intrygujący trójkąt tworzą na ekranie wyzwolona, nowoczesna Ronit, jej miłość Esti, próbująca wieść życie zgodne z tradycją jej środowiska, i wreszcie ten trzeci – mąż Esti, mężczyzna, który jest świadomy i inteligentny, więc zdaje sobie sprawę, że rygorystyczne zasady bywają więzieniem, a więzienie nikomu nie może dać szczęścia.
W „Nieposłusznych" nie można spodziewać się happy endu – życie jest na to zbyt skomplikowane, każde rozwiązanie rodzi czyjś ból, niepokój, niespełnienie. Ale wygrana całej trójki bohaterów kryje się w tym, czego potrafili dowiedzieć się o sobie samych. Co zrozumieli, jakich wyborów – niełatwych i nieoczywistych – dokonali.
Duży wkład w ten film ma Brytyjka Rebecca Lenkiewicz, dramatopisarka, autorka m.in. „Her Naked Skin" – pierwszej napisanej przez kobietę sztuki wystawionej na scenie głównej londyńskiego Royal National Theatre, a także współscenarzystka „Idy" Pawła Pawlikowskiego. Do „Nieposłusznych" wniosła zapewne swoją znajomość angielskiego środowiska chasydów. Chilijczykowi pomogły też świetne aktorki. Rachel Weisz jako Ronit i Rachel McAdams jako Esti tworzą postacie niejednoznaczne, mierzące się nie tylko z otoczeniem, lecz przede wszystkim z własnym poczuciem wolności, rozumieniem obowiązku, wiernością wyznawanym wartościom, niechęcią do ranienia innych.
„Nieposłuszne" wpisują się w nurt kina o miłości lesbijskiej. W filmie Lelio najważniejsza jest próba bycia sobą, wyrwania się z ograniczających człowieka norm. I ból, który musi towarzyszyć każdemu trójkątowi. Za niektóre decyzje, jakie w życiu podejmujemy, musimy zapłacić wysoką cenę.
Dziś Chilijczyk pracuje nad kolejnym filmem – kręci amerykańską, dostosowaną do nowojorskiej mentalności wersję „Glorii". Już jestem tego filmu ciekawa, bo Sebastián Lelio naprawdę potrafi opowiadać o kobietach.
„Nieposłuszne", reż. Sebastián Lelio, dystr. M2 Films
PLUS MINUS
Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:
tel. 800 12 01 95